I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #shopping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #shopping. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 listopada 2011

# 07 - Salakapakka Sound System

Bardzo dobra nazwa albumu. Wyśmienita okładka. Jeszcze lepsze dźwięki w środku. Od pierwszej minuty do ostatniej. SSS w najlepszym wydaniu i na dodatek...mój absolutny faworyt pod tym szyldem. Spodziewałem się czegoś mocnego, świeżego, kopiącego po wszystkich częściach ciała, ale to wydawnictwo przerosło moje oczekiwania. I chwała za to Twórcy.
Otwierający całość utwór z początku zaniepokoił mnie, że coś dzieje się złego z moim sprzętem 'odsłuchowym'. Albo ze mną samym. Te posiatkowane dźwięki atakują bezpośrednio i niewybrednie przyzwyczajenia słuchacza. Uważam się za wyrobionego zawodnika w dziwnych dźwiękach, lecz tutaj potrzebowałem chwili, by ogarnąć, co się dzieje. Przełamać jakieś tandetne przyzwyczajenia i zrozumieć, z czym mam do czynienia. Jeśli miałbym przyrównać to do jakiegoś określenia smakowego... - ta rewolucja jest wytrawna. Odbieram to jako swoiste oczyszczenie umysłu i ostrzeżenie przed pozostałymi trzema utworami. Moment, w którym warto dostroić się do innej (brutalnej) percepcji. Dalsze działania tego albumu (dwanaście i po dziewiętnaście minuty) to wyrafinowany hałas. Noise w formie dojrzałej, przestrzennej, zrytmizowanej i też wyrwanej z objęć matematyki. Muzyczne kolosy, które przytłoczą sobą całe otoczenie. Biorą słuchacza w niewolę. Mnie na pewno wzięły... I za każdym razem odkrywam w nich coś nowego.
Czy można bardziej pochwalić jakiś album?

Jeśli chcecie zdobyć ten materiał... Tzn. nie macie wyjścia, musicie zamówić, to zajrzyjcie na stronę SSS, tam będziecie mieli wszelkie informacje. Dokładnie rzecz biorąc tu. Łatwo się dogadacie z szefem.

poniedziałek, 24 października 2011

# 06 - Pandemonium

Coraz rzadziej wracam do muzyki metalowej. Właściwie moja polityka sprowadza się do tego, że jest parę zespołów, których losy śledzę od lat. I pewnie będę im wierny do końca. Pandemonium z pewnością jest jednym z tych zespołów. Nie chcę tu przytaczać całej zagmatwanej historii, opisywać każdej płyty, ograniczę się do krótkiej informacji. Reszta z mojej strony jest milczeniem, bo muzyka tego zespołu od Devilri po Hellspawn broni się sama. Przy okazji reedycji wspomnianego Devilri w formie winylowej zespół postanowił uraczyć wygłodniałych (w końcu od ostatniej płyty upłynęły już cztery lata) małą zapowiedzią albumu. Jest to właśnie Promo 2010. A zbliżający się dużymi krokami LP zwać się ma Misantrophy.
Promo, o którym tu mówię, składa się z dwóch utworów, o których wiele osób już się rozpisywało. Że powrót do przeszłości, że miazga, że nowa jakość, że łączenie tego, co było z przyszłością, że obecny jest tu duch dawnych czasów, itd. Osobiście nie wysuwałbym jeszcze żadnych stanowczych i kategorycznych wniosków i zapowiedzi, podpisywałbym się jednak pod kwestią ducha - ale jest to rzecz znamienna dla Pandemonium od samego początku. Muzycznie jest to zespół, który z płyty na płytę zmieniał się i zaskakiwał. Ewolucja nie jest tu właściwym wyrazem, chyba że jakaś ewolucja piekielna, której logiki prosty umysł nie jest w stanie ot tak wychwycić. Wystarczy prześledzić chociażby trzy ostatnie albumy (pomijam kwestię nazwy Domain), czyli Gat Etemmi, The Zonei i Hellspawn, w którym to zestawieniu ostatni materiał był najbardziej brutalny, bezpośredni i na swój sposób przystępny.
Jeśli miałbym coś powiedzieć, znając na wylot Promo, o zbliżającym się albumie, to zaryzykowałbym dwa stwierdzenia - będzie to materiał wyjątkowo mroczny, może nawet na swój sposób mistyczny i najprawdopodobniej będzie zdecydowanie bardziej złożony niż ostatni LP. Myślę, że właśnie te ponure cienie, może demony, grają teraz w duszach członków zespołu, a zwłaszcza u Paula.
Parę lat temu, jeszcze przed ukazaniem się Hellspawn, otrzymałem od zespołu nagrania, jakieś demo utworów, które potem pojawiły się na płycie. Przeskok jakościowy i wykonawczy między tym materiałem roboczym a finalnym dziełem był znaczny, robił wrażenie. Efekt końcowy oczywiście był porażający. Znając więc w przybliżeniu ten proces i wybitny materiał zaprezentowany na Promo 2010 jestem spokojny o przyszłość Pandemonium. Wierzę, że Misantrophy będzie wyjątkowym albumem.
I tu prywatna prośba do zespołu, zanim jeszcze ukaże się album - nie każcie czekać na następne dzieło kolejnych czterech-pięć lat.

Śledźcie wieści na stronie zespołu.

czwartek, 25 sierpnia 2011

# 05 - LLS

Dobrze się dzieje, kiedy można taką rzecz wrzucić do odtwarzacza. Bardzo mnie ucieszyła przesyłka i od paru dni relaksuję się przy tych dźwiękach. O albumie pisałem już wcześniej. Podtrzymuję moją pozytywną ocenę i tylko przypomnę jeszcze, że materiał słuchany z płytki zawsze brzmi jakoś...dostojniej.
Minus Clangor jest mrocznym dziełem, który prześlizguje się między różnymi kategoriami muzycznymi. Ciężko tak naprawdę jednoznacznie stwierdzić, z czym mamy do czynienia. Ale fakt ten dodaje tylko pikanterii. Wszystko na tej płycie dzieje się gdzieś w ramach noiseu, ambientu i tzw. muzyki eksperymentalnej, w której pochodzenie (i wykorzystanie) niektórych dźwięków może przyjemnie zaskoczyć. Różnorodność utworów i dekonstrukcja dźwięków zostały zaprezentowane w wyjątkowo zmyślnie. Widać, że jest to materiał głęboko przemyślany i na swój sposób natchniony.

Zajrzyjcie na stronę Nihil Art Rec. I dalej poszukajcie LLS.
Zamówcie koniecznie.
Nie krępujcie się. Dokonać tego możecie TU.

czwartek, 16 czerwca 2011

# 04 - Juho the Panda

Powracam do tego bardzo sympatycznego polskiego projektu. Pisałem o nim już tutaj. Wtedy zachęcałem do odsłuchania płytki, a dziś z kolei (jak przystało na ten dział) zachęcam do kupienia lub posłużenia się znanym od wieków, początków ludzkości systemem wymiennym, np. za czekoladki.

Cytując samego twórcę, jeśli ktoś mi nie do końca wierzy:

Nie chcę sprzedawać tego albumu, więc zdecydowałem rozdać go każdemu, kto wyśle mi w zamian trochę słodyczy i pocztówkę.
Nakład albumu to 100 sztuk, wydanie w pudełku jewell case.

W mojej ocenie warto jak najbardziej. Może za jakiś czas ta płytka będzie trudnym do zdobycia rarytasem? Białym krukiem? Pijanym jednorożcem? Przy takim układzie to niemal za darmo, więc...
Słychać, że są to pierwsze kroki Juho the Panda w muzyce, co akurat nie jest zarzutem. Słucha się tego z pewnym rozrzewnieniem i wręcz wzruszeniem. A kto swego czasu nie zbierał tych wszystkich dem? Nie jarał się nimi? Nie wymieniał z kolegami? Tanie nagrywane kasety z okładkami drukowanymi w domowych warunkach. Tu przynajmniej macie produkt nieco solidniejszych.
Poznawajcie niepoznane i tyle.

Zajrzyjcie tu i zamówcie.

wtorek, 31 maja 2011

# 03 - Fovea Hex

Coraz trudniej o prawdziwe perełki chyba. Tutaj mogę polecić ten oto album - Here is Where We Used to Sing (2011) - niekoniecznie znanego Fovea Hex.

Pójdę nieco na łatwiznę i pozwolę sobie zacytować słowa, zaprzyjaźnionego z Soinoise, Łukasza Modrzejewskiego:

Składa się na niego jedenaście utworów w tym trzy krótkie instrumentalne kompozycje. Nietuzinkowe dźwięki, jakie prezentuje ten zespół nie poddają się łatwym klasyfikacjom. Jest to unikatowa mieszanka angielskiego folku, subtelnych dźwięków pianina, elektroniki, a także awangardy i minimalizmu, wszystko to zostało otoczone pięknym mistycyzmem. Na szczególne wyróżnienie zasługują poetyckie teksty, których autorką jest oczywiście główna pomysłodawczyni projektu.

Całość recenzji - TU.
Album z kolei możecie zamówić - TU.

Odsłuchajcie i nie żałujcie tych paru groszy na rzeczy nieprzeciętne.

wtorek, 10 maja 2011

# 02 - Kultura dźwięku

Nie będę opisywał wszystkiego, niech mówią za siebie nazwiska wymienione na grzbiecie tej publikacji: Jacques Attali, Luigi Russolo, Morton Feldman, Edgar Varèse, Henry Cowell, John Cage, R. Murray Schafer, Mark Slouka, Marry Russo & Daniel Warner, Simon Reynolds, Marshall McLuhan, Hanns Eisler & Theodor W. Adorno, Pierre Schaeffer, Francisco López, Ola Stockfelt, Brian Eno, Iain Chambers, Pauline Oliveros, J.K. Randall, Glenn Gould, John Oswald, Chris Cutler, Kodwo Eshun, Umberto Eco, Christoph Cox, Earle Brown, John Zorn, Anthony Braxton, Michael Nyman, Cornelius Cardew, David Toop, Ornette Coleman, Derek Bailey, Frederic Rzewsi, George E. LEwis, Susan McClary, Kyle Gann, Steve Reich, Wim Mertens, Tony Conrad, Philip Sherbourne,László Moholy-Nagy, William S. Burroughs, Christian Marclay & Yasunao Tone, Paul D. Miller, Jacques Barzun, Karheinz Stockhausen, Aphex Twin, Scanner, Daniel Pemberton, Ben Neill, Kim Cascone...
Poważne i przytłaczające kompendium wiedzy. Dla zaawansowanych melomanów.

Kultura dźwięku. Teksty o muzyce współczesnej, pod red. Christoph Cox, Daniel Warner, przekł. zbiorowy, Gdańsk 2010.

Wydawnictwo, oczywiście, słowo/obraz terytoria.

wtorek, 19 kwietnia 2011

# 01 - Grammal Seizure

Wcześniej czy później musiał się pojawić taki temat. W końcu nie jesteśmy klasycznymi piratami... Tzn. nie, nie, inaczej. Musiał się pojawić taki temat, bo wciąż czujemy potrzebę, by nabyć czasem płytkę w klasycznej, tj. fizycznej, postaci. To ciągle bywa przyjemne. A smakuje jeszcze lepiej, kiedy wiesz, że twórca, któremu właśnie posmarowałeś, faktycznie dostanie z tej kwoty jakąś sensowniejszą sumę i że... że nie żyje on z muzyki na co dzień. Nie jest wielką, przereklamowaną artystycznie "gwiazdą". Trzeba spróbować przewartościować pewne myślenie o muzyce. To, że ktoś ją traktuje jako hobby, coś dodatkowego, wcale nie oznacza, że pozostaje to niewarte uwagi. Ludzie, którzy się nie przebijają do mainstreamu nie są nieudacznikami. Pozostają w swoich okopach, bo zajmują się muzyką z założenia mało popularną, bo nie chcą się zeszmacić lub tak się po prostu czasem dzieje, ale wielokrotnie są to twórcy pierwszorzędni. Osobiście zauważyłem na sobie, że po wielu miesiącach zabawy w tego bloga słucham procentowo więcej "darmowych" muzyków lub niezależnych, których to płyt nie dostaje się w sklepie, a przeważnie bezpośrednio z źródła.
Taką osobą jest Erik Stanger, którego kocham, cenię i który na soinoise pojawia się często. Puścił w świat wiele darmowego materiału, znaczną tego część wrzuciłem na bloga, ale również urodził parę fizycznych albumów. Jednym z nich jest prezentowany tutaj twór spod szyldu Grammal Seizure - Audible Terrorism (a retrospective 2007-2010). Krótka piłka - zamówiłem (relatywnie tanio, 10$ plus przesyłka), dostałem materiał prosto z Brooklynu w półtora tygodnia, co mnie zaskoczyło zdecydowanie. 75 minut, 20 utworów... Przekrój przez GS. Albo innymi słowy - GS w wielu pigułkach, które mogą zabić.
Być może Erik za jakiś czas zrezygnuje w ogóle z pomysłu klasycznych albumów. I zaryzykuje system dotacji... Podobało się - bądź tak miły i przelej coś, żebym chociaż miał na browar, kiedy tworzę.

Podsumowując pokrętny wpis:

Zamówcie materiał TU.
Więcej informacji znajdziecie na GSowym BLOGU.
Ja z pewnością niedługo skuszę się na resztę.