I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 maja 2011

Sense From Nonsense - Four Humors


Kolejna nieposkromiona dawka szaleństwa. Chyba nawet lepsza niż w przypadku albumu wcześniej tu prezentowanego...


Niewątpliwie siłą tego wydawnictwa jest jego spójność i - że tak się wyrażę - wielka treść w niewielkim czasie.
Te zaledwie (jakieś) dwanaście minut przenosi do zupełnie innego świata, do którego klucze ludzie mają tylko ludzie o otwartych umysłach. Tacy, którzy w każdym przejawie życia (zwykłego, nawet miernego bytowania) potrafią znaleźć coś pięknego (lub sztukę). Mało tego, może wszystkie dźwięki, które nas otaczają są muzyką? Ale my (tzn. szarzy ludzie) mamy problem z wyłapaniem tego, bo uszy nie takie, słuch na pewno nie absolutny i przyzwyczajenia dość upokarzające...

Rzadko zdarza mi się wyróżniać pojedyncze utwory, staram się każdy album (i pochodne) traktować jako skończoną całość. Ale w tym wypadku muszę wspomnieć o ostatnim - "blood" - obcując z nim mam wrażenie, że dotykam czegoś trudnego do nazwania, istniejącego gdzieś między niczym nie skrępowanym szaleństwem a pierwotną radością z życia i z tworzenia (ew. 'kombinowania').

Tak, naprawdę napisałem, że nasze codziennie przyzwyczajenia słuchowe są upokarzające...
I to nagranie mnie w tym utwierdza.


Tracklist:

01 yelow bile
02 black bile
03 phlegm
04 blood

FOUR HUMORS

niedziela, 17 kwietnia 2011

Sense From Nonsense - An Experiment In Mischmasch


W ramach nowych odkryć, wprowadzania świeżego powietrza w me skromne progi, itd., prezentuję bardzo dziwny twór - prosto z Denver w stanie Kolorado - Sense From Nonsense.

I już na wstępie mogę powiedzieć, że dawno nie słyszałem tak szalonej dawki muzyki lub hałasu.
Stało się to przez przypadek - to chyba przeznaczenie. Na pewno daje mi to do myślenia...

Rozejrzyjcie się po pokoju i zrozumcie, że każdy przedmiot w zasięgu waszego wzroku jest potencjalnym narzędziem twórczym. Wystarczy chcieć. Wystarczy myśleć. Wystarczy być szalonym. I właśnie z czymś takim mamy tutaj do czynienia. Co nie znaczy, że brakuje zwykłego instrumentarium. Jest, oczywiście, że jest, ale... Na swój sposób zdewaluowane.

Nazwa tego tworu, jednoosobowego projektu, oddaje filozofię twórczą.
A filozofia ta ma solidne podstawy, od muzyki klasycznej, po muzykę jak najbardziej popularną. I ja to słyszę, i ja to czuję, i ja to rozumiem, i ja doceniam tę wrażliwość. A jeśli dorzucić do tego Zorna, japoński Bordoms czy szalony duet Renaldo and the Loaf... Mamy mieszankę naprawdę smakowitą.

I nie wiedzieć czemu, po tym wszystkim do głowy przychodzi mi cytat z samego Kafki:

Nie dążę do osiągnięcia kontroli nad sobą. Samokontrola to pragnienie wywierania wpływu na przypadkowe miejsce nieskończonego promieniowania mojej egzystencji duchowej. Jeżeli jednak zmuszony jestem zataczać takie kręgi wokół siebie, czynię to w bezruchu wywołanym przez osłupienie, biorące się z monstrualnego kompleksu. I tylko wsparcie, jakie ten obraz e contrario daje, zabieram ze sobą do domu.
F. Kafka, Aforyzmy z Zürau, przekł. A. Szlosarek, Kraków 2007, s. 43.

Cóż więcej mogę dodać?
Nawet jeśli nie jesteś koneserem - spróbuj. Najdłuższy utwór ma nieco ponad dwie minuty, więc powinieneś sobie jakoś poradzić...


Tracklist:

01 failure of the red truck
02 blue syrup
03 battery powered yellow
04 green sprocket and the sterile bee
05 orange powder and the psychedelic tongue
06 grey ego

AN EXPERIMENT IN MISCHMASCH

sobota, 9 kwietnia 2011

Salakapakka Sound System - La Musique Concrete (part 1)


Będzie poważnie...
Okładka mówi sporo. Faktycznie dobrze oddaje uduchowienie i pewne misterium znajdujące się w tej muzyce. A wciąż jest to noise, industrial, różnego rodzaju hałas, coś tam... To zaskakujące, że nawet tego typu dźwięki mogą nieść przekaz skierowany nie w ciało, nie w intelekt, ale właśnie w ducha.
Ale jaki to duch? Można się domyśleć po dwóch ostatnich tytułach...

Słuchając materiału, czuję realny niepokój. Trafia on we mnie pewną atmosferą, powiedzmy, kościelną. Ale jest ona wyjątkowo ponura, miejscami wręcz bolesna. Módlmy się, ale nie wierzmy specjalnie, że nasze prośby i błagania zostaną wysłuchane. Zrobiliśmy wystarczająco dużo złego, by Ten Na Górze (tzn. Bóg) nie czuł się zobowiązany nas w ogóle wysłuchać. On już ma swój misterny plan, o którym niedługo się przekonamy. Na sobie samych.

Cytując twórcę, Marko-V:

...enjoy "La Musique 1"; shitload of strange sounds mixed with ambient noise, church acoustics, construction site noises, religious chants etc.

Niby apokalipska, ale jeszcze nie. Czy jest dla nas nadzieja?


Tracklist:

01 god's gift
02 tebe poyem
03 the end of christianity as we know it
04 hebki el kuje
05 desend into hell 1
06 desend into hell 2

LA MUSIQUE CONCRETE (PART 1)

wtorek, 8 lutego 2011

Grammal Seizure - Burning Book of Hymns


Dobre wieści dla ludzi lubiących okaleczać się dźwiękami - Erik Stanger powraca. I to w formule Grammal Seizure, czyli będzie brutalniej, bardziej bezkompromisowo i szybciej niż ostatnio, tj. w ramach The Hospital.
(Tak szczerze powiedziawszy - nie wiem, który z tych projektów jest mi bliższy. Kocham oba. Uzupełniają się. Trochę jak Führer und Reichskanzler i sekretarz generalny KPZR oraz premier ZSRR.)

Czekając, przypomnijmy sobie wcześniejsze dokonania...

Wydaje mi się, że album, który teraz prezentuję nieco odstaje od reszty dokonań GS. Jest jakby trochę rozmyty, odrobinę płynny, "nadnaturalny", może nawet uduchowiony, cofnięty w swojej brutalności na rzecz jakiegoś duchowego oddziaływania...w końcu porusza (a właściwie luźno nawiązuje) bardzo poważne tematy.
Te pięć hymnów to narzędzia męki (kto wie, ten wie). Potem już tylko agonia i druga osoba konieczna do skonstruowania piety.

Nie potrafię w tym przypadku wznieść się jakoś specjalnie na wyżyny obiektywizmu. Pan Stanger miał duży wpływ duży wpływ na powstanie tego miejsca. Ci, którzy mnie śledzą od początku pamiętają, że pierwszym albumem było właśnie Mission Terminated i jak szczególne uczucia wiążę z Death Camps.
Najwyraźniej pojawiła się nowa misja. Bardzo dobrze. Powrót ze szpitala może być wyjątkowo traumatyczny...


Tracklist:

01 Hymn I
02 Hymn II
03 Hymn III
04 Hymn IV
05 Hymn V

BURNING BOOK OF HYMNS

sobota, 8 stycznia 2011

The Day of The Antler - Landfill 2004 - 2009 (vol. 2)


Witam serdecznie państwa na nowym roku. Chciałem jako pierwszą płytę w A.D. 2011 zaprezentować drugą część sympatycznego Landfill. Polowałem na nią bardzo długo nieskutecznie. W końcu w swojej mądrości i dobroci odezwał się do mnie Jani Hellén i podesłał mi to, co teraz ja wam przedstawiam.

I appreciate it. Thank You, Jani.

Dla przypomnienia - vol. 1.

Nie jest to już tak łatwe i przyjemne dla ucha, jak część pierwsza. Ale to logiczna kontynuacja, ukazanie nieco innego oblicza zespołu. Od przybliżania się do ambientowej filozofii do tych "live action", które...właściwie...przerażają.
I tak ma być.


Tracklist:

01 sturzstrom
02 corrupted lung
03 live action extract 1
04 untitled 2
05 live action extract 2
06 subaqueous

LANDFILL 2004-2009 VOL. 2

środa, 10 listopada 2010

Batcheeba - Various Complications


(Moje niedopatrzenie. Zaiste myślałem, że już opublikowałem alles Batcheeby na blogu...)

Sprawa jest prosta. Już kiedyś próbowałem (bardziej bądź mniej słusznie) porównywać tę artystkę do polskiego (nieodżałowanego) Sui Generis Umbra. Jednak im dłużej znam Batcheebę, tym dalszy jestem od tego zestawienia. Chociaż obrazuje to z grubsza badane rejony... Mroczna i mroźna elektronika prosto ze skutej lodem Norwegii.

Nie będę się rozpisywał. Zgaście światła, otwórzcie okno (akurat piździ) i włączcie ten album.

A pod koniec na pytanie Are you afraid of darkness? odpowiecie twierdząco.


Tracklist:

01 mother
02 those without skin
03 dustsong
04 infection loves the child
05 darkrabbit
06 forward foetus
07 back again (Jenna Flechette remix by Batcheeba)
08 uncut
09 the cute little kitten
10 are you afraid

VARIOUS COMPLICATIONS

czwartek, 7 października 2010

The Day of The Antler - Landfill 2004 - 2009


Zespół, który darzę specyficznym uczuciem.
I tyle w temacie.

A tak poważniej...

Nazwałbym to nagranie niezwykłym. Zresztą ten zespół w ogóle jest bardzo nietypowy i podejrzany. Robi dziwne rzeczy i... Ma dziwne wizje. Wizje... Wizje...
To coś nazwałbym nieinwazyjnym, delikatnym wręcz (tak! mimo utworów "vortex" i "melt"!), spokojnym noisem, może miejscami na granicy ambientu. Niby popiskuje, popierduje, ale jest w tym jakiś liryzm, odcisk palca kogoś myślącego dobrze takimi dźwiękami.

Do zespołu jeszcze niebawem wrócę, a na razie polecam to wydawnictwo, które uważam za 'automatyczny klasyk'. A więcej informacji o kapeli też niebawem...

Idźcie coś upolować. Jeśli nie ma poroża, to niech chociaż chodzi na dwóch nogach i nazywa się człowiekiem.


Tracklist:

01 introduction
02 vortex
03 melt
04 white tiles
05 landfill
06 bliss (reach out for the distant light)

LANDFILL 2004 - 2009

środa, 25 sierpnia 2010

Grammal Seizure - Improvisational Chaos


Jeśli dla kogoś poniższy materiał był za ciężki...
Do tego raczej ucha nie powinien przykładać.


Już sam początek nawołuje do zła i zniszczenia. Nieprzyjemnie świdrujący dźwięk, coś przypominające serie z karabinów, typowy wokal Erika Stangera i coraz to nowsze warstwy, które mają jeden cel - rozpierdolić twój sprzęt grający.

Całość nie nuży, jest ciekawie, całkiem pomysłowo, utwory są różnorodne. Długość też nie męczy, jest bardzo przyzwoita. Zresztą to chyba czołówka brutalności, która wyszła spod rąk Stangera, ale on wie, jak dobrze sprzedać swoje pomysły. Szczególnej uwadze polecam utwór piąty - tytuł mówi wszystko. Te rzeczy wspominkowe też wypadają nieźle. Whitehouse, obok Throbbing Gristle, to wielka miłość twórcy Improvisational Chaos. Taka ciekawostka...

Cóż... Trzema słowami - tępi słuch profesjonalnie.


Tracklist:

01 is your mind tearing you apart?
02 dispiace che si sono andati (sorry you are gone) (tribute to Atrax Morgue, Marco Corbelli)
03 sitting idle
04 i.c.b.m.
05 devasteting improvisational noise attack
06 mindphaser (Whitehouse cover)

IMPROVISATIONAL CHAOS

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Electronica Ghost Voice Phenomena - Sic Transit Gloria Mundi


Nie będę się rozpisywał, bo i jakoś siły ku temu nie mam. Krótko mówiąc - polecam. EGVP bardzo przyjemnie dla ucha pokazało się na Manifesto2, więc stąd pomysł, by teraz ich tu wygrzebać. Elektroniczne, klimatyczne granie, miejscami dość syntetyczne.


Tracklist:

01 the sound of silence
02 fadeaway
03 sic transit gloria mundi
04 spiked
05 summer sun, autumn rain
06 spiral
07 shadow crosses
08 finality
09 the triad
10 far and wide

SIC TRANSIT GLORIA MUNDI

piątek, 2 kwietnia 2010

The 3rd Fire - Reality EP


Mam wrażenie, że to bardzo smutne granie ze sporą dawką distortion na początku. Motyw gdzieś tam prowadzony przez gitarę, snuje się, czasem przyspiesza, to znów zwalnia i jak ślimak pozostawia za sobą ślad jakiegoś życia. Erupcja witalności i samopozaparcia w galaretowatej masie - ja będąc ślimakiem nie ruszałbym się i czekał aż mnie coś zdepcze. Lub poda na talerzu.

Im dalej w płytę, tym rzecz staje się mniej oczywista. Bliżej ambientu, lecz też nie do końca. Zostańmy przy tym, że to muzyka eksperymentalna, jakiś koncept, od którego odciął się twórca. ciekawe czemu... Ma to cechy indywidualności i zachęca do poznania pozostałych dzieł.

Reality Appears More Abstract the closer we look at it; the Principle Of Uncertainty dictates that the more we try to know, the less we succeed. Life is not so bad, once we accept that we will never understand the point of our existence; better to worry about how to fill our days now than what happens after, if anything. That is the only certainty, the only thruth.


Tracklist:

01 Discovery
02 Into The Unknown
03 Descent Into Madness

REALITY EP

poniedziałek, 29 marca 2010

dreDDup - El Conquistadors


Kolejne pokolenie industrialu - jakieś prawnuki, więc oczywiste są znaczne domieszki innych przypraw; np. EBM, darkwave, coś tam jeszcze...

Słuchając takich rzeczy miewam uczucia ambiwalentne: tęsknię za dawnym (true) industrialem oraz odnajduję pewną wstydliwą przyjemność w słuchaniu tych nowoczesnych dźwięków. W przypadku tego albumu jest to przyjemność nie lada; bardzo sprawnie zmajstrowane 75 minut, stworzone chyba po to, by gibać się drastycznie na ciele i uwalniać myśli z umysłowej klatki. Albo jakoś tak. Rytmicznie, sprawnie, pokrętnie, szybko... Aż przymierzam się do przebicia języka długopisem i powieszenia na nim mojej starej kombologii.

Poniżej parę słów z 'manifestu' do tego albumu:

Get ready for blood, tears and sperm. This album talks about the present tense and the mankind, the boundaries of ones desires, dreams and mistakes. This is our statement to this rusted world, to these wasted dreams and plastic reality with real life and unreal people. We're sick of mediocrity in their bodies who walk empty streets without any real purpose. This album talks about them, about their sorrow, mistakes and inner demons. Without them we do not exist and without us they are nothing. This is about something real. It's about this fallen mankind. This world has become occupied, surrounded and unhealthy. We do not agree with this worlds systems of values. This is world without values, without inner boundaries that confront served mediocrity. We're so fucking sick of it all, and want to live in some better place, and really feel our childhood energy. So we named our album 'El Conquistadors' (proper Spanish title would be 'El Conquistador') but we want for those smart-ass motherfucking self-masturbating people to say that we're wrong, to say that they know better and to hear from their empty minds what do we need to do to live happy mediocrity life. And we're not even going to ask you to listen to this album, no - if you see it just run away from it, hate it, laugh at it, be the one of El Conquistadors who crush worlds without trying to feel them. Be the other one inside you, get stupid, lazy and un-civilized. But be warned - it will be too late to come to your senses in the end.....


Tracklist:

01 Clockwork
02 First Blood
03 With No Teeth
04 Opening
05 Space Error
06 Invisible Tears
07 Mind Games
08 Last One
09 The New Pain
10 El Conquistadors
11 Futurism (MrBd mix)
12 Oregon
13 Return of the TV
14 One of Us
15 Amputated Soul

EL CONQUISTADORS

poniedziałek, 22 marca 2010

Xykogen - Musica Universalis


Ten kawałek muzyki leżał u mnie już parę miesięcy. Od czasu do czasu wracałem do niego, lecz dopiero teraz udało mi się oswoić z tymi dźwiękami i je docenić.
Mam wrażenie, że to kwestia pór roku; czego innego słucha się w zimę, a czego innego na wiosnę. Przynajmniej w statystycznych dawkach...

Okładka symbolicznie i w pomyśle wydaje mi się rewelacyjna, można było ją odrobinkę bardziej dopracować, chyba że chcemy pozostać w 'podziemnych' (kto wie - ten wie) klimatach i stąd tak. To też jest oczywiście miłe skojarzenie.

Podają, że ta muzyka to EBM, elektronika jakaś i eksperymentalna. Tę pierwszą nazwę raczej odrzuciłbym, może gdzieś tam, coś tam, jakieś skromne ilości ducha tego gatunku w jednym utworze, lecz bez przesady. Z pewnością jednak eksperymentalna; album ten...zawierający muzykę uniwersalną, jak wskazuje tytuł, charakteryzuje się pewnym twórczym niezdecydowaniem, rozrzutem, a wszystko to w cieniu artystycznej frywolności. Jest w tym wiara w swoje umiejętności, że uda się to podać w sposób spójny i ciekawy.

Cenię sobie bardziej te przestrzenie, gdzie zespół nie wysuwa jednoznacznie jakiejś gitary lub konkretnego, ciężkiego elektronicznego motywu. Bez wyraźnego kręgosłupa te kompozycje są znacznie ciekawsze i na swój sposób paranoiczne.
Utwór końcowy to ponad 20minut szaleńczej wizyty w psychice twórców. Przemieszczamy się po wertepach, widoczność jest marna, zimno, niepokojąco, a na końcu trafiamy i tak na pole minowe. Psia mać.

Polecam; bardzo ciekawe nagranie.
I miły polski wątek.


Tracklist:

01 In Girum Imus Nocte
02 Musica Universalis / Ineffable, Empty
03 Pissing Contest / Kshatriya
04 Citizens Arrest / Fury With The Face Of Heaven
05 Ki / Qiyamat
06 Work Will Make You Free / We Rip This Symbol From The Void
07 Seidhr / To Rend The Veil Of Paroketh
08 Brand X
09 Behold, The Silver Star / Et Consumimur Igni

MUSICA UNIVERSALIS

środa, 17 marca 2010

Grammal Seizure - Death Camps


Kto tęsknił?
Nieważne.


Mocne uderzenie, krótko i na temat. Grammal Seizure - wiadomo. Zresztą od tego mini-albumu (epki?) zacząłem przygodę z jazgotem pana Stangera. Temat dobrze podany, relatywnie łatwo przyswajalny materiał, wszystko na plus.
Polecam początkującym i czującym się niewyraźnie.

Zresztą z tym materiałem związana jest jeszcze jedna ciekawostka.
Oto nim wprowadziłem do polskiej internetowej zatoki GS! (Dokładnie to śledziłem.)
Po mojej recenzji ( tu! ) jakieś patologiczne uszy zaczęły nastrajać się w stronę tych dźwięków (śmieć, brud, hałas), nawet zostałem uprzedzony i ktoś wrzucił na swojego bloga. Ale przecież nie krzyknę (jak zazdrosna panienka), że to moje odkrycie i won mi stąd, bo w zęby. No nie, cieszę się, że się przysłużyłem. Psia mać.

Ktoś winien zremiksować pierwszy utwór!


Tracklist:

01 Sobibor
02 Bergen-Belsen
03 Birkenau

DEATH CAMPS

niedziela, 7 marca 2010

Coffee Saucers - Music for Robots


Trochę się zapuszczam ostatnio. To wina antycznych bóstw. Ich wińcie! Nieszczęsny ja! Dlaczego mi tak czynicie? Cóżem wam zrobił, że mnie tak maltretujecie?! W ramach powrotu do w miarę rzeczywistego czasu skaczę w przyszłość...

Ad rem.
Jeszcze wracam do Erika Stangera. Nie ukrywam mojej silnej fascynacji jego muzyką. Ostatni projekt The Hospital już w ogóle rozłożył mnie na łopatki, ale teraz cofnijmy się trochę. Odejdźmy od noiseu. Mamy tu do czynienia z graniem gitarowym, bliskim jakimś rockowym rzeczom; niekiedy przykryte jest to dziwnym płaszczykiem brudnego futuryzmu.

Nic śmiertelnie poważnego, taki mini-album, jajcarski, który polecam wszystkim pod kątem... Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że Stanger uraczy nas jeszcze czymś takim w przyszłości.

Gdyby Motörhead nagrywało w kosmosie, pewnie tak by brzmiało.


Tracklist:

01 Machinder
02 Robots Out Of Destruction
03 T.V. Signal
04 Blank Faces
05 Mothra
06 The Atomic Age

MUSIC FOR ROBOTS

poniedziałek, 15 lutego 2010

Raelism - This Is RAELISM


Czasem nie wiem, co powiedzieć. Zdarza się. Tak jest w tym wypadku.

Materiał trafił w moje paskudne, zaropiałe, posiniaczone, powykręcane artretyzmem łapy na początku roku. Przesłuchałem, odstawiłem, znów przesłuchałem i jeszcze raz odstawiłem, powtórnie przesłuchałem, by z czystym sumieniem odstawić, kolejny raz przesłuchałem i...zostało. Takie zabawne, melodyjne, elektroniczne granie. Pokrętne niekiedy i z popowym zacięciem.

Podam parę faktów: Max Rael jest autorem tegoż dzieła, to jego solowy projekt, gdyż normalnie zaangażowany jest w History of Guns. Chłopina uskarżał się, że przez dłuższy czas planował machnąć takie dzieło, a do tej pory wszystkie próby kończyły pod szyldem HoG.

Parę słów od samego autora:
It's industrial pop with the typically dark lyrics that I'm known for.
"This Is The Sound" is about the death of your dreams and the inevitable betrayal of you by everyone you know.
"Nothing" is about genocide and your role in it.
"Smash It All Up With A Hammer" is about habitually messing your life up just as things were starting to go ok.
"World War Three" is about those people who want you to touch them, but if you do touch them, they go mental and say terrible things, and you wish you hadn't. (in all instances "you", "I"/"me" and "them" are interchangeable).
(...)
Positive songs seem much harder to write than negative ones.


Tracklist:

01 This Is The Sound
02 Nothing
03 Smash It All Up With A Hammer
04 World War Three
05 Cross Brain Program

THIS IS RAELISM

środa, 10 lutego 2010

Saturnalia - Les Trois Doigts


Pora na ostatni tytuł, który jest moim osobistym faworytem:

SALOPE 3 : SATURNALIA-LES TROIS DOIGTS

Jakaś historia musi się za tym kryć. Ożywiony jest więc pewien katolicki ksiądz, który w okresie czterdziestu lat dopuszczał się aktów pedofilskich, swoją drogą nośny temat. Różne dziwne sytuacje w sądzie, dorosłe już ofiary zostały uznane za prostytutki, a wyrok mijał się podobno z sensem. Rzekomo sprowadzał się do piętnastu lat więzienia za homoseksualizm. Czuję się robiony w chuja.

Kwestia techniczna prezentuje się w następujący sposób:
Free improvisations on Casio CZ-1000 keyboard and Pathé Marconi radio tuner, with samples from the french TV show relating this sordid story, whose narrative was reversed & manipulated to transcend its meaning.

Z pewnością jest to najmocniejszy kop z moich francuskich propozycji. A ja zdecydowanie opowiadam się za większą liczbą tego typu muzycznych reportaży. Niech ktoś się weźmie u nas za aferę hazardową albo totalny zakaz palenia w miejscach publicznych. Zabawne. Warto odkopywać słowiki?

Un grand merci à Crève Salope!
Nous voulons plus!

Jakby ktoś miał wątpliwości les trois doigts = trzy palce.
I pozostawiam cię, czytelniku, z pełną dwuznaczności sytuacją.


En prison, il lit, il prie beaucoup.


Tracklist:

01 Blessure
02 Crucifixion
03 Passion
04 Les Trois Doigts
05 La Médaille
06 Le Secret De La Vallee
07 Esperance

LES TROIS DOIGTS

poniedziałek, 8 lutego 2010

David Geϟta - Musique De Danse Pour La France Eternelle


Przechodzimy w sposób dumny i pewny siebie dalej.
Z roztańczonymi czołami!

SALOPE 2 : DAVID GESTA-MUSIQUE DE DANSE POUR LA FRANCE ETERNELLE

Historia tym razem jest dość prosta, dość nudna i dość typowa. Osoba iks przesłała osobie igrek dwa utwory, tenże igrek te utwory ze sobą połączył i voilà! Mamy więc jakieś wyśpiewywane francuskie pieśni i nieco houseu, ale pewno mogę się mylić. Brzmi to zabawnie, uroczo, nawet w jakimś miejscu skojarzyło mnie się z kultowym Tekno Acid Beat. Podobieństwo najpewniej przypadkowe.
Czwarty utwór nieco odstaje od całości, zdaje się prowadzić nas po krętych, pełnych nadziei i wzniosłości ścieżkach psychiki naszego antiDJa. Z kolei ostatnia kompozycja...miło byłoby, gdyby oddawała ona ducha współczesnej Francji.

Trafił się nawet ładny wyraz na określenie tego stylu: retrofuturism.
Przepiękne.

A teraz cała sala śpiewa:

Maréchal nous voilà!
Devant toi, le sauveur de la France
Nous jurons, nous, tes gars
De servir et de suivre tes pas
Maréchal nous voilà!
Tu nous as redonné l'espérance
La Patrie renaîtra!
Maréchal, Maréchal, nous voilà!

Oui! Oui! Oui!


Tracklist:

01 Algerie '06
02 Marechal '06
03 Utopia 1933
04 Chill Out
05 So Patriotic

MUSIQUE DE DANSE POUR LA FRANCE ETERNELLE

sobota, 6 lutego 2010

ISWP - WISP


Nasze francuskie rozważania zaczniemy od tego dzieła. Chronologicznie ono pierwsze i powiedzmy, że katalogowo brzmi tak:

SALOPE 1 : ISWP-WISP

Osoby niedomyślne (takie jak ja) informuję, że skrót ISWP oznacza In Silence We Pray.
Ładne, nie?
A z tej musique française, którą chcę zaprezentować, to dzieło wydaje się najbardziej zachowawcze i najdojrzalsze. Całej trylogii (na razie?) patronuje niejakie Crève Salope!

Punktem wyjścia powinna być mistyka. Gnoza. Gnostyczny mistycyzm, jak chce tego autor tych dźwięków. Celem zaś dotarcie do nieprzekazywalnej prawdy, którą każdy ma w sobie. Często bez żadnej wiedzy lub przeczucia na ten temat. Czy to my jesteśmy uśpieni, czy ta boska cząstka w nas? Osobiście wierzę w ciemność, fakt, że tylko bez wzroku, z zamkniętymi oczyma jesteśmy w stanie do czegoś dotrzeć w tej materii. Nic nie ma prawa nas wtedy rozproszyć. Niby oczywiste, proste i łatwe, a sprawia tyle trudności. Przy dostępnych zmysłach, jasność za bardzo nas ogranicza. I to jest przykre.

Si nous acceptons ces expressions comme nées du délire passionnel, le poète nous démentira : « la noble vertu dont elle était douée, ne permit jamais que l’amour me guidât sans le fidèle conseil de la raison. »
J. Péladan, La Doctrine de Dante, 1908...


Tracklist:

01 WISP 1
02 WISP 2
03 WISP 3
04 WISP 4
05 WISP 5

ISWP

środa, 27 stycznia 2010

36 - Hypersona


Zdarza się cholernie rzadko, że nagle pojawia się album, który wypruwa ze mnie wszystko to, co dobre, pożyteczne, koniecznie do życia i od którego uzależniam się tak, że nie wyjmuję igieł z ciała. A wbijam ich sporo. Ostatnio między palce u stóp.

I co ja mam z tym zrobić? Nie wiem. Dwanaście utworów, to widzicie. Dwanaście - jedna z pełni, powiedziałbym. Miesiące. Niech będzie pełnia. Pewna zamknięta całość, koło, cykl życia, tak należy na to patrzeć. Czas, chwila, moment przebudzenia, jasność. Czyli niby otwieramy oczy, ranek, świeci słońce, jest dobrze, czujemy się wypoczęci i stajemy (~staje nam) przed pytaniem: czy musimy się ruszać? Nie musimy. Po co. I tu będę strasznie tendencyjny - obok leży ktoś. Osoba, która nas uzupełnia, z którą dobrze się czujemy. Jeszcze śpi. Większość zostaje dobrowolnie w łóżku, napawa się. Spokojem, bliskością, czułością, ciepłem i zapachem snu. O Jezu, tak dalej. (Ja nie potrafię, moja strata. Upośledzonym.) Na pocieszenie (swoje) powiem, że i tak wszystko się rozpieprzy z czasem i nie będziecie mogli patrzeć na tę osobę. Przytyje, zdradzi was (~wy zdradzicie), spoci się w nocy, a już na pewno nie spojrzy na was, kiedy się w końcu obudzi. (Może to i lepiej?) Nocne chrapanie zastąpi porannym pierdnięciem. Kolejny cudowny dzień twojego życia.

Zapędziłem się. Entschuldigung.
Ten album to forma wspomnienia. Erinnerung tego, co przeżyłeś z kimś innym, być może z innym albumem. Coś nieuchwytnego, co może ulec nadgniłym zębom czasu. Oby nie. Chciałbym móc wrócić do tych dźwięków z czystym sumieniem. W końcu ta lekkość, przezroczystość, bezpretensjonalność, takie zwykłe Schönheit... Nieważne.
Idę, kurwa, po chusteczki.


Tracklist:

01 Signal
02 2249
03 Inside
04 Intercept
05 The Box
06 Nephyr
07 Beacon
08 Hypersona
09 Juliet
10 Dream Window
11 Forever
12 Untitled

HYPERSONA

środa, 13 stycznia 2010

Grammal Seizure - Soundtrack to a Mental Breakdown


Dochodzą z różnych stron słuchy, że rok postanowił zacząć się chujowo. Tu nie wychodzi, tam się nie udaje, gdzieś w tych okolicach katastrofa, a w tamtych... Nieważne. Zdaje się, że coś niedługo rypnie, posypie z hukiem i będzie marnie. U kogoś musi, nie widzę innego wyjścia. Statystyce i przypadkowi zadość.
Jeśli dana osoba (pozdrawiamy) nie wytrzyma - odsyłam do tego albumu.


Erika Stangera uwielbiam. A jego prezenty z 2009 roku są czymś, co przez najbliższe miesiące będę sobie po cichu analizował. Wyrodne dziecko, marnotrawny syn, wulgarna córka (może pójdzie śladami Genesisa P-Orridge?), morderca nienarodzonych dzieci i dźwiękowy wybryk. Ojciec: industrial, matka: noise. Albo na odwrót.
Na tym wydawnictwie Erik prowadzi dalszą krucjatę przeciw naszym uszom, tępi słuch niemiłosiernie i z precyzją chirurga. Oczami wyobraźni widzę te nabrzmiałe bądź popękane bębenki słuchowe niewprawnych amatorów nowych wrażeń.
Dość, dość. To kawał świetnej muzyki - po prostu. Kusi mnie nazwanie jej autorską, wydaje się to dość niekonkretne, być może pozornie zrozumiałe... Nawet truistyczne. Trzeba coś jednak doprecyzować, zastanowić się jeszcze. Pozostawiam kwestię otwartą.

Myślenie staje się trudne, kojarzenia są skąpe, myśl obraca się wokół jednego tematu: beznadziejności własnego życia, własnych win i własnej bezradności, marzeń o śmierci, która wydaje się jedynym wybawieniem.

Albo:

...ruchliwy, ma różne pomysły, które bez skrępowania wprowadza w czyn, szokując tym nieraz swe otoczenie. Tu zrobi głupią minę lub pokaże język dostojnej osobie, tam wybuchnie śmiechem w poważnej chwili, czasem coś popsuje lub zniszczy po prostu dla kawału. Wszystkich zaczepia, nie uznaje dystansu, stawia głupie pytania, śmieje się bez powodu. Nawet będąc sam, śmieje się czasem do siebie lub robi głupie miny. Polecenia spełnia na opak. Odpowiedzi daje niedorzeczne, nie związane z pytaniem. Mówi często dużo, ale nie zawsze zrozumiale, przeskakując z tematu na temat, kojarząc według przypadkowego podobieństwa słów, powtarzając te same frazy neologiczne. (...) Pod wesołkowatością hebefreniczną wyczuwa się pustkę i niechęć do życia, przypomina ona „humor wisielczy” tych, którzy już nic nie mają do stracenia. Wesołość maniakalna jest związana z życiem – cieszy chorego słońce, kolor, kompania do zabawy, erotyka.

Cytaty kolejno:
A. Kępiński, Melancholia, Warszawa 1985, s. 15-16.
A. Kępiński, Schizofrenia, Kraków 1992, s. 28-29.


Opcji jest znacznie więcej, ale powiedzmy, że to absolutna podstawa.
Według którego klucza słuchać?


Tracklist:

01 Tearing My Nerves Apart
02 The Subconscious Mind
03 Fixated On Killing The Abuser
04 Depravation Tank
05 Isolation To Insanity
06 Thorazine

SOUNDTRACK TO A MENTAL BREAKDOWN