I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2011

Critical Theatre - Wyrd-War


Nie ma tu wielu wyjątkowych odnośników, zostanę więc przy myspace. I warto pamiętać, że pisałem już o tym zespole, na wysokości ich Psych Burn. Teraz pragnę przedstawić nieco wcześniejszy materiał...

Noise. Choć może nie do końca ortodoksyjny. Gdzieś z domieszką ambientu, droneu, czy nawet z pewnymi industrialnymi naleciałościami. Ale muzyka ta wyrasta z pewnością z idei czystego hałasu.
Jest mrocznie, schizofrenicznie i właściwie w niezbyt wygórowanym tempie. Czyli to, co lubię najbardziej. Utwory oparte (niekiedy) na chorym rytmie, wypuszczają z siebie dziwne dźwięki, które całkiem subtelnie wwiercają się w głowę słuchacza.
I albo mi odbija albo w tych dźwiękach zdarza mi się słyszeć jęki potępionych ludzi.

Nie mówię tego zbyt często, ale jest w tej muzyce coś demonicznego. Niepokojącego. Zespół nie potrzebuje ściany dźwięku i strasznych krzyków, by wzbudzić to dziwne uczucie u słuchacza. Osiąga to zupełnie innymi środkami.
I oczywiście wiedźmowy trans... Słucham i faktycznie widzę wiedźmy, stare, paskudne, koślawo tańczące nago wokół ogniska. Oczywiście, wszystkie odurzone wcześniejszym pocałunkiem złożonym pod ogonem samego szatana. Coś w tym stylu.

Bardzo, bardzo, bardzo dobry i klimatyczny materiał. Polecam wszystkim, którzy szukają pomysłu w muzyce, ale nie efekciarstwa. Klimatu. I swoistej namiętności wobec zła.


Tracklist:

01 rust and renewal
02 witch's trance raga part I
03 witch's trance raga part II
04 catLord
05 solsticeritual
06 lull
07 moloch, you cannot touch her

WYRD-WARD

wtorek, 28 czerwca 2011

Swim Ignorant Fire - Haircuts


Na początek parę odnośników: myspace, blogspot, bandcamp i... facebook. Tyle starczy.

Przypominam, że było o nich niedawno tu.
I wierzę, że jeszcze nieraz się pojawią.

Ujął mnie ten zespół. Naprawdę. Mam wrażenie, że mogliby wszystko umieścić w swojej muzyce i w całości sprawdzałoby się to. Nic nie wydawałoby się nie na swoim miejscu. To z pewnością jakiś dar.
Mogą zrobić piskliwo-skrzypiący kawałek elektroniczny, a chwilę później zaprezentować okołoakustyczną wstawkę i...nie ma prawa to dziwić. W końcu wychodzi się to z jednej filozofii muzycznej.

Niech za jakiś muzyczny drogowskaz robią te wyrazy: Ben Frost, Fennesz, Grouper, Tim Hecker, Unwound. I Jung. Carl Jung.

Ten album jest więc swoistym koktailem... Albo drinkiem. Podobno wsadza się do niektórych cebulkę. Nie wiem, kto na to wpadł, ale skoro tyle osób to chwali - znaczy coś zadziałało. Podobnie jest w tym przypadku. Słucham raz za razem Haircuts i wciąż z przyjemnością zaczynam od nowa. Swoista surowość tych dźwięków ma w sobie coś...poetyckiego.

Kolejni szaleńcy z Chicago do kolekcji.


Tracklist:

01 seeds on a sunday wedding
02 marc ribot can kiss my furry ass!
03 come to pop pop
04 i got just got shot in the love handle
05 take something with you
06 gpa wont stop being epic
07 the fall of leaves
08 let you down
09 i'm all better
10 new dress

HAIRCUTS

piątek, 17 grudnia 2010

V/A - A Tribute to Ingmar Bergman


Mija dokładnie rok od pierwszego wpisu na tym nieszczęsnym blogu. (Możliwe, że nadal nie umiem się nim posługiwać i to było dzień wcześniej lub dzień później. Nieważne. Tak czy inaczej szybko poszło.)
Jest to dość wątpliwa okazja, chciałem mimo wszystko jednak jakoś ją zaznaczyć. Czymś wyjątkowym dla mnie. Padło na to dziwne wydawnictwo z listopada 2008 roku:


Shimmering Green Bird - A Tribute to Ingmar Bergman



(Teoretycznie data jego śmierci lub rocznica urodzin byłaby bardziej sensowna, ale...)

Ingmar Bergman passed away on July 30th, 2007. From his passing these songs were born. The title of this collection comes from a 2001 interview in which the director recounted a dream in which a “large, shimmering green bird” spoke to him in a field and his lifelong fear of birds.

Z grubsza opisując, mamy tu z grubsza muzykę instrumentalną (miejscami odrobina elektroniki, gdzieś nawet trochę hałasu i niepozorny wokal), bardziej bądź mniej luźno opartą na motywach z filmów Bergmana. Zresztą tytuły sporo mówią, choć niektóre są dość tajemnicze... Jest to coś innego. Sporo tu smutku i niepokoju. Na pewno rarytas. Cieszę się, że odkryłem to coś.


Jednakże Do radości jest również nieprawdopodobnym melodramatem. Nieszczęsna kuchenka spirytusowa eksploduje na początku filmu, a IX Symfonia Beethovena jest wykorzystywana bez skrupułów. W gruncie rzeczy nie mam nic przeciwko melodramatowi, a także tak zwanej operze mydlanej. Umiejętne posługiwania się konwencją melodramatu daje nieograniczone możliwości emocjonalne.
I. Bergman, Obrazy, tłum. T. Szczepański, Warszawa 1993, s. 278-282.


Tracklist:

01 Mute Echo (In Honor of Persona) (by Agnes Szelag and Caroline Penwarden)
02 The Fish is Dead (by A Million Billion)
03 Sarabande 1 (by Lance Grabmiller)
04 Monika (by Phillip Greenlief and Agnes Szelag)
05 Tystnaden (by Encomiast)
06 The Goat Hisses With His 2 Teeth (by A Million Billion)
07 Sarabande 2 (by Lance Grabmiller)
08 Winter Light (by George Cremaschi)
09 The Dark One Dances On the Shore (by The Beautiful Room Is Empty)
10 Dream:annex (by Nathan Hubbard with Nina Deering)
11 Passagio (by Robert Scott Thompson)

A TRIBUTE TO INGMAR BERGMAN

wtorek, 2 marca 2010

Cult of Twins - Kurr __Kurr


To jedno z tych nagrań, na które trafia się cudem. A potem przechowuje dzielnie pod kloszem. Albo jeszcze głębiej. W ukryciu przed wzrokiem profanów.

Może wpierw cytat mały:
Ov hate
Ov strength
Ov obscurity
Ov damdidamdidam

Są to bardzo niepokojące, nieprzyjemne, drażniące dźwięki, z czasem odkrywające swoją wewnętrzną harmonię. Pejzaż wybrukowany niezrozumiałymi myślami, w których odbijają się fragmenty świata empirycznego. Ciężko jest się poruszać po tej przestrzeni, słuchacz będzie prowadzony na smyczy ku czemuś, czego z początku nie będzie rozumiał. Intuicja podpowiada personifikację perwersji.

Nazwijmy to roboczo: soundtrack for a beautiful nightmare.

We are the Cult Of Twins - The Cult Of Twins in everything.
<-0->

Poświęćcie te 20parę minut dla muzycznej rozkoszy. Rzecz konieczna dla miłośników Batcheeba, Skandynawii, okolic ambientowych, eksperymentalnych i ogólnie ludzi źle sypiających, niespokojnych.
Oddajmy jeszcze Batcheebie głos:
Cult Of Twins came to life during a very intense period, and no new material will be added. The Cult Of Twins lives on. It’s an idea more than a musical project, and we still use the name in several forms of creative outlets.

Czytajcie więcej pod wdzięcznym hasłem - Delete This Bitch.


Tracklist:

01 Blood, fucking and violence
02 Sister
03 Suck on it
04 Red god white god
05 Cum on wall2
06 We are

KURR __KURR

środa, 10 lutego 2010

Saturnalia - Les Trois Doigts


Pora na ostatni tytuł, który jest moim osobistym faworytem:

SALOPE 3 : SATURNALIA-LES TROIS DOIGTS

Jakaś historia musi się za tym kryć. Ożywiony jest więc pewien katolicki ksiądz, który w okresie czterdziestu lat dopuszczał się aktów pedofilskich, swoją drogą nośny temat. Różne dziwne sytuacje w sądzie, dorosłe już ofiary zostały uznane za prostytutki, a wyrok mijał się podobno z sensem. Rzekomo sprowadzał się do piętnastu lat więzienia za homoseksualizm. Czuję się robiony w chuja.

Kwestia techniczna prezentuje się w następujący sposób:
Free improvisations on Casio CZ-1000 keyboard and Pathé Marconi radio tuner, with samples from the french TV show relating this sordid story, whose narrative was reversed & manipulated to transcend its meaning.

Z pewnością jest to najmocniejszy kop z moich francuskich propozycji. A ja zdecydowanie opowiadam się za większą liczbą tego typu muzycznych reportaży. Niech ktoś się weźmie u nas za aferę hazardową albo totalny zakaz palenia w miejscach publicznych. Zabawne. Warto odkopywać słowiki?

Un grand merci à Crève Salope!
Nous voulons plus!

Jakby ktoś miał wątpliwości les trois doigts = trzy palce.
I pozostawiam cię, czytelniku, z pełną dwuznaczności sytuacją.


En prison, il lit, il prie beaucoup.


Tracklist:

01 Blessure
02 Crucifixion
03 Passion
04 Les Trois Doigts
05 La Médaille
06 Le Secret De La Vallee
07 Esperance

LES TROIS DOIGTS

piątek, 22 stycznia 2010

Verfallssymptom - Written in Blood


Dość mroczne dzieło. Nie ma co.
Wystarczy spojrzeć na okładkę i nasuwają się pewne metalowe skojarzenia. Po części taka podziemna, typowa stylistyka, z drugiej strony też coś odmiennego się w tym zawiera.

Ad rem.
Verfallssymptom jest (tradycyjnie?) jednoosobowym projektem prosto z Niemiec. W swoim muzycznym przepisie zawiera: nieco noiseu, trochę beatów i melodyjnej monotonii. W ten sposób powstały przeważnie 6-minutowe pejzaże, pasaże, lawiny dźwięków czy relatywnie spokojne sztormy. Niekiedy okraszone jakimś głosem lub czymś nietypowym. A wszystko to zapisane w ujmującej niejednoznaczności.
Czy napewno niejednoznaczności? W końcu krew. Ale wydaje się, że jest wiele sposobów na pozyskanie jej do celów semantycznych. Nie musi to być wysiłkowe lanie po mordzie albo dźganie ostrzem na oślep.

Przy pierwszym zderzeniu trochę się pogubiłem, jednak jest to spora materia muzyczna, wymagająca wczucia się w ponury i perwersyjny nastrój. Teraz słucham ze znaczną przyjemnością i daję się porwać niezidentyfikowym rytmom w nieznaną dal.

Warto się zmierzyć i przyjrzeć niewielkiej masie (dosłownie) kompozycji. Wejść w umysł demiurga i podkraść coś dla siebie. Ciekaw jestem bardzo, w którą to pójdzie stronę.
Pozostaje polecić i zasugerować odwiedziny tu.

Diese Musik hat mir viel Vergnügen gemacht.
Ich freue mich auf mehr.


Tracklist:

01 Bigotte Hybris
02 Kollaterale Hysterie
03 Agapes Jahwist
04 DHDF
05 Homogene Kontradikture
06 Polyaeon
07 Toteskandidat
08 Abstraction TR
09 Stacheldraht AC
10 Written in Blood
11 Gefilde der Tristesse
12 Misanolog

WRITTEN IN BLOOD

sobota, 2 stycznia 2010

Batcheeba - The Art of Exhalation


Jeśli myślicie, że kochacie Norwegię za Muncha albo za Varga, to najwyższa pora zweryfikować swoje poglądy.
Przedstawiam artystkę, którą naprawdę kochać można. Ma wielkie serce, niesamowite pomysły i do tego jest bardzo zapracowana, co objawia się w wielu różnych projektach. Batcheeba wydaje się najbardziej solowym, jeśli taka klasyfikacja jest dopuszczalna w tym przypadku.

Co tu mamy?
Elektroniczną dźwiękową deprawację godną najzimniejszego kraju w Europie. Podstawą jest tu przemroczny klimat i przeszywające umysł dźwięki, głos Batcheeby, która niepodzielnie rządzi w tym świecie. Niesamowita podróż w głąb swojego mrocznego jestestwa. Raczej nie polecam ludziom o słabych nerwach.

Znajduje się tu rzecz, która wymaga osobnego wspomnienia. W tej mrocznej i zróżnicowanej krainie przystanek, który traktuję jako skończone objawienie piękna i delikatności. Impresja, nasuwająca jakiejś macierzyńskie skojarzenia (o czym nic nie wiem), nieco się wyjaśniła, gdy dowiedziałem się, że pani Batcheeba przez pewien czas pracowała z dziećmi cierpiącymi na autyzm. Taka nadbudowa w zupełności mi wystarcza.
Chodzi oczywiście o utwór czwarty, przy którym opisuje mnie to norweskie przysłowie: med hjertet i halsen. Być może jest to ta sama forma delikatności, która trafiała się na marginesach twórczości Muncha, coś ciężkiego do przewidzenia, a jednocześnie niesamowicie uczciwego.

Wraz błogosławieństwem artystki (takk!) przekazuję wam ten materiał i obiecuję, że to nie koniec. Jeszcze o niej będzie tu dużo i głośno, z pewnością na to zasługuje.

Odwiedźcie ją
i podziękujcie.


Tracklist:

01 Forward Foetus
02 Infection Loves The Child
03 Complications
04 Bloodred&Safe
05 Bones
06 Doctor Person
07 HymnHymen
08 J'ai Le Goût Du Sang Dans Ma Bouche
09 Trust Noone

THE ART OF EXHALATION