I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą juho the panda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą juho the panda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 czerwca 2011

# 04 - Juho the Panda

Powracam do tego bardzo sympatycznego polskiego projektu. Pisałem o nim już tutaj. Wtedy zachęcałem do odsłuchania płytki, a dziś z kolei (jak przystało na ten dział) zachęcam do kupienia lub posłużenia się znanym od wieków, początków ludzkości systemem wymiennym, np. za czekoladki.

Cytując samego twórcę, jeśli ktoś mi nie do końca wierzy:

Nie chcę sprzedawać tego albumu, więc zdecydowałem rozdać go każdemu, kto wyśle mi w zamian trochę słodyczy i pocztówkę.
Nakład albumu to 100 sztuk, wydanie w pudełku jewell case.

W mojej ocenie warto jak najbardziej. Może za jakiś czas ta płytka będzie trudnym do zdobycia rarytasem? Białym krukiem? Pijanym jednorożcem? Przy takim układzie to niemal za darmo, więc...
Słychać, że są to pierwsze kroki Juho the Panda w muzyce, co akurat nie jest zarzutem. Słucha się tego z pewnym rozrzewnieniem i wręcz wzruszeniem. A kto swego czasu nie zbierał tych wszystkich dem? Nie jarał się nimi? Nie wymieniał z kolegami? Tanie nagrywane kasety z okładkami drukowanymi w domowych warunkach. Tu przynajmniej macie produkt nieco solidniejszych.
Poznawajcie niepoznane i tyle.

Zajrzyjcie tu i zamówcie.

niedziela, 20 marca 2011

Juho the Panda - Brothers


Miłość braterska nie jest dla mnie specjalnie łatwym tematem. Sam rodzeństwa nie mam, właściwie zawsze byłem 'zatwardziałym jedynakiem' (jakkolwiek to brzmi), ale pamiętam, że był epizod, kiedy bardzo chciałem... Wiadomo. Przeszło mi, a dziś wywołuje to u mnie nieokreślone emocje. Chyba.

Do samej instytucji rodzeństwa, a dokładnie 'braterstwa' mam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony (tej pozytywnej) przychodzą mi do głowy bracia Quay, Coen, Manaki, Gallagher, Emelianenko, niech będzie nawet, że Wachowscy (ale czy to jeszcze bracia?). Z drugiej strony (złej!) zaś tacy jak Kaczyńscy (tak, tak, wiem) czy Klitschko (bez komentarza)...
I bardzo się cieszę, że projekt Juho the Panda mogę umieścić w pierwszej grupie, choć młodszego z braci jest tutaj niewiele.

Zajrzyjcie koniecznie na stronę tego projektu - tu.

Przechodząc jednak do sedna - instrumentalne granie, spokojne, nawet bujające, miejscami trochę niepewne, czasem nieśmiałe, ale bardzo klimatyczne i wyjątkowo...przyjemne. Nawet jeśli są tu pewne niedoskonałości techniczne, to emocjonalność tego nagrania (w moich oczach) absolutnie nadrabiaja je. Ten album to wypowiedź, wyznanie, deklaracja, czuły gest i... Sam nie wiem, jak to nazwać. Coś nieuchwytne, trudnego do nazwania, ale bardzo cennego.

Muzyka zawarta na Brothers, tak różna od tego, co przeważnie słucham dostarczyła mi po prostu wielu pozytywnych emocji i muszę przyznać, że również wzruszeń. Mogę mieć tylko nadzieję, że bracia kiedyś razem nagrają jakiś album.

I jeszcze jedno, podobno Erich Fromm powiedział:

Najbardziej zasadniczym rodzajem miłości,
który stanowi podstawę wszelkich innych typów miłości,
jest miłość braterska.

Pewnie wiedział, co mówi.


Tracklist:

01 my treehouse
02 harvest is over
03 red kites
04 fear of wasps
05 rusty friend
06 eyes of McCartney
07 we went too far into the fields
08 sharing breakfast

BROTHERS