I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #thy noise music. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #thy noise music. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 grudnia 2011

Areyfu - Amethyst [ep]



Powraca (o ile w ogóle odchodził) jeden z moich faworytów produkujących niewielkie noiseowe formy. Powraca (niech będzie) wydawnictwem niewielkim, zaledwie epką króciutką, ale... jakże mięsistą i jednocześnie słodką.

Te cztery kompozycje, ale... Tak naprawdę dwie noiseowe rzeźnie, które w muzykę Areyfu wprowadziły nutkę...smutku. Tak. Jest tu jakieś uczucie. Jakieś wrażenie. Niepokój. Tęsknota, która jednak nie wyklucza całkiem tragicznych dźwięków. Z pewną dozą przestrzeni, wyciszenia, które też przecież też można uznać za jedną z form otaczającego nas hałasu. I dwa klimatyczne, okołoambientowe przerywniki.

Widzę w tym rozwiązaniu pewien koncept. W końcu po pierwszym trzyminutowym szaleństwie słuchać (nawet chyba niezbyt wyrobiony) nie musi łapać oddechu. A nawet dwóch całkiem podobnych pod rząd. Ciekawe.

Dziękuję za tę miniaturę. Chapeau bas.


Trakclist:

01 empty shell
02 II
03 III
04 voices in the hull

AMETHYST

piątek, 2 grudnia 2011

Pregnant Spore - Harmonious Salmon Hearts


Najważniejszy jest tu fb...

Coś ostatnio tkwię w nastroju, który może okazać się w każdej chwili nieprzyjemny dla otoczenia. Myślałem, że uda mi się to rozładować tym materiałem, czyli kolejną formą dekonstrukcji dźwięki, ale nie do końca się udało. Owszem, materiał jest dobry i bardzo bezkompromisowy. Dzieje się w nim wiele. Ale... Sprawił, że mam ochotę wyjść i komuś przypierdolić. W jakimś sensie można to uznać za ciekawy objaw obcowania z muzyką noise.
Jeden z wielu objawów.

Jest to więc album intensywny i zazdrosny. Pochłania uwagę słuchacza, wymusza ją wręcz.
I dobrze.


Tracklist:

01 darn it! jolly scum
02 satan drape
03 snot grass pt. 1
04 vitamin f
05 snot grass pt. 2

HARMONIOUS SALMON HEARTS

poniedziałek, 28 listopada 2011

The Day of the Antler - With Power


Witamy zebranych wszystkich. Oto kolejny materiał (jeszcze gorący) jednego z naszych klasyków. The Day of the Antler, bo o nim mowa, zaczyna od coveru, który ciężko rozpoznać, a dalej wchodzi w...

Po kolei. Albo i nie.
Czy tylko mi się kojarzy ta okładka z tymi wszelkimi ostrzeżeniami na paczkach papierosów? Nie. To dobrze. To ostrzeżenie nie jest bezzasadne. Materiał ten może uszkodzić słuchacza i to nieodwracalnie. Już dawno nie słyszałem tak wynaturzonych dźwięków, struktur zdegradowanych całkowicie i... ciszy. Ulotnej, niepewnej, ale koniecznej przy odbiorze tych dziwnych rzeczy.

Sam twórca zastanawia się, czy te dźwięki nie są najbardziej harsh ze wszystkich, które powołał do życia. To myślenie jest słuszne. Jeszcze dla zasady podajmy parę znaczeń tego wyrazu - szorstki, ostry, chrapliwy, chropawy, kwaśny, ostry, cierpki, niemiły...
Wszystkie pasują doskonale.

Materiał głównie za znawców tematu. Chociaż inni również mile widziany. W końcu muzyka musi być wyzwaniem, a skok na głęboką wodę wcale nie musi być czymś tak strasznym.


Tracklist:

01 kill with power
02 convulsions (for three microphones) specimen 1
03 silence I
04 convulsions (for three microphones) specimen 2
05 silence II
06 convulsions (for three microphones) specimen 3
07 silence III
08 the last desperate attempt to exit
09 silence IV

WITH POWER

sobota, 19 listopada 2011

Antireality - Kad Ir Miers


Mówiąc o Antireality trzeba pamiętać o ich stronie i może moim pierwszym kontakcie z tym projektem.

Na pewno napiszę jeszcze o Antireality. - obiecałem swego czasu. I oto piszę.

Co oznacza tytuł tego albumu możecie się przekonać, jeśli go ściągniecie. Ale przyznać już muszę, że jest ładny i ciekawie zestawia się to bezkompromisowym, wiercącym na wysokich obrotach noisem. Na wysokich obrotach i na dodatek - na całkiem wysokich rejestrach. Jest to z pewnością kolejna rzecz, o której mogę powiedzieć, że powstała z myślą wyłącznie o wyrobionym słuchaczu. Reszta raczej nie będzie wiedziała, jak to ugryźć i szybko rozboli ich głowa.

Osobiście słyszę w tych dźwiękach tęsknotę za czymś pięknym, czymś, co kiedyś było codziennością (realnością?), ale zostało brutalnie odebrane. Muzyka ta jest więc obrazem współczesności, tej złej i wrogiej (antyteza przeszłości), ale jeszcze jak echo odbija się w tym coś dobrego. Podobno nawet w najgorszych sytuacjach można odnaleźć coś, co przywracałoby zachwianą wiarę. Dobrze byłoby przynajmniej w coś takiego uwierzyć...


Tracklist:

01 kad
02 ir
03 miers

KAD IR MIERS

piątek, 30 września 2011

The Hospital - Autoerotic Asphyxia


Stary, dobry Erik Stanger. Pojawiał się już tu wielokrotnie i mam nadzieję, że w przyszłości nie będzie inaczej. Chociaż słuchając takiej muzyki nigdy nie wiadomo...

The Hospital, tę roczną odskocznię od Grammal Seizure, traktowałem zawsze z wielką sympatią. W porównaniu z GS główną różnicą było zwolnienie tempa, moim zdaniem bardziej dopracowany dźwięk i ogólna 'poetyckość' materiału. Przewierca człowieka aż miło, ale niekoniecznie rozrzuca wnętrzności po całej okolicy. Jest to bardzo subtelne granie i wyjątkowo złowrocie.

Aż posłużę się cytatem, bo dawno tego nie robiłem:

Potraficie sobie wyobrazić, jak to jest wiecznie płonąć? (...) Wiecznie, bez jednej chwili wytchnienia, cały czas cierpieć? Czy kiedyś próbowałyście na krótką chwilę przyłożyć zapałkę do palca? Pamiętacie tamto uczucie? To teraz wyobraźcie sobie taki ból w całym ciele, nigdy niekończący się, trwający wiecznie. Oczami wyobraźni przeniknijcie bramy piekieł i przyjrzyjcie się szalejącym płomieniom. Wyobraźcie sobie siebie pośród tych płomieni, szatanów i wzbudzających lęk cieni, wyobraźcie sobie tam wasze dusze, które trafiają do piekła, jeśli umrzecie w grzechu śmiertelnym!
L. Graves, Kobieta nieznana, przekł. B. Nawrot, Warszawa 2008, s. 124.

To nagranie trwające nieco ponad kwadrans jest wyśmienitą, reprezentatywną próbką grania The Hospital. Krążą gdzieś wokół niego duchy potępionych lub zwykłych ofiarach chorych ludzi. Wiadomo, inspiracje Erika sięgały tutaj różnych wynaturzeń objawiających się w historii ludzkości. W tym przypadku wszystko wokół cielesności. To zawsze nośny temat, a w zestawieniu z tą muzyką... Twarz ludzkości jest dziwnie zbrodnicza. Nieprzyjemna. Po prostu Zła.


Tracklist:

01 don't come in
02 suffocate
03 autoerotic 1
04 plastic bag
05 autoerotic 2

AUTOEROTIC ASPHYXIA

wtorek, 27 września 2011

Critical Theatre - Wyrd-War


Nie ma tu wielu wyjątkowych odnośników, zostanę więc przy myspace. I warto pamiętać, że pisałem już o tym zespole, na wysokości ich Psych Burn. Teraz pragnę przedstawić nieco wcześniejszy materiał...

Noise. Choć może nie do końca ortodoksyjny. Gdzieś z domieszką ambientu, droneu, czy nawet z pewnymi industrialnymi naleciałościami. Ale muzyka ta wyrasta z pewnością z idei czystego hałasu.
Jest mrocznie, schizofrenicznie i właściwie w niezbyt wygórowanym tempie. Czyli to, co lubię najbardziej. Utwory oparte (niekiedy) na chorym rytmie, wypuszczają z siebie dziwne dźwięki, które całkiem subtelnie wwiercają się w głowę słuchacza.
I albo mi odbija albo w tych dźwiękach zdarza mi się słyszeć jęki potępionych ludzi.

Nie mówię tego zbyt często, ale jest w tej muzyce coś demonicznego. Niepokojącego. Zespół nie potrzebuje ściany dźwięku i strasznych krzyków, by wzbudzić to dziwne uczucie u słuchacza. Osiąga to zupełnie innymi środkami.
I oczywiście wiedźmowy trans... Słucham i faktycznie widzę wiedźmy, stare, paskudne, koślawo tańczące nago wokół ogniska. Oczywiście, wszystkie odurzone wcześniejszym pocałunkiem złożonym pod ogonem samego szatana. Coś w tym stylu.

Bardzo, bardzo, bardzo dobry i klimatyczny materiał. Polecam wszystkim, którzy szukają pomysłu w muzyce, ale nie efekciarstwa. Klimatu. I swoistej namiętności wobec zła.


Tracklist:

01 rust and renewal
02 witch's trance raga part I
03 witch's trance raga part II
04 catLord
05 solsticeritual
06 lull
07 moloch, you cannot touch her

WYRD-WARD

wtorek, 20 września 2011

Antireality - Transparent Time Trailz


Krótko - strona domowa, lastfm. Styknie.

Kolejny noiseowo-eksperymentalny pomiot, którego słucha się z przyjemnością.

Zespół ułatwił mi sprawę, więc mogę to wkleić:

antireality is transpersonal sound experience – fulfilling an intermission between ‘alpha’ and ‘omega’, ‘here and now’. improvised sound abstractions of noise are symbolizing expression of free will, which can go far beyond general conventional musical forms, excluding determinism, fatality. noise here means absolute deconstruction of musical motives, division in primary elements, break-down of common notion – thus facilitating access to unawareness, shapeless content – procreation of ‘nothingness’ manifestation in us ourselves.

Kto już trochę zna tego bloga, znajdzie z pewnością w powyższej wypowiedzi słowa, które oddają mój stosunek do muzyki lub moich własnych muzycznych poszukiwań.
Te trzy suity (każda ponad 10 minut) wykazują niesamowite zrównoważenie i wielkie bogactwo treści. Aby to zrozumieć (tzn. przedrzeć się przez z pozoru jednostajne piszczenie), trzeba jednak być na odpowiednim poziomie osłuchania noisem. Słychać, że nie są to debiutanci i że za tymi dźwiękami kryje się techniczna sprawność i pomysł.
Na swój sposób jest to wyjątkowo wyrafinowany materiał.

Na pewno napiszę jeszcze o Antireality.


Tracklist:

01 transparent
02 time
03 trailz

TRANSPARENT TIME TRAILZ

wtorek, 2 sierpnia 2011

Areyfu - Penitence I


Może na początek odnośnik do strony projektu na wordpressie, bandcamp, lastfm... To dopiero początku, więc nie znajdziecie tam na razie zbyt wiele. Na razie.

Kiedy słucham tego materiału, w mojej wyobraźni pojawia się podejrzana machina chirurgiczna, taka do wykonywania najbardziej precyzyjnych cięć, itd. Oczywiście maszyna ta wymknęła się spod kontroli i robi pierwszorzędną rzeź we flakach niewinnego pacjenta. A doktor tylko patrzy na monitor, macha dżojstikami i przerażony jest tym, co właśnie się dzieje. Trochę krewi na ścianach. Narządy porozrzucane po całym pomieszczeniu... I jeszcze krzyk odbijający się echem.
Mniej-więcej taka wizja.

Całość trwa... Wyjątkowo krótko. Nawet nie kwadrans. Utwory nie dochodzą do dwóch minut, no, prócz jednego. Za to są wyjątkowo mięsiste, konkretne i nie dają wytchnąć słuchaczowi. W takim układzie właściwie wchłania się to od początku do końca, bez faworyzowania jakiejkolwiek partii.
Taka forma osobiście bardzo mi odpowiada.

i've lost all direction.
this compass only shows me penitence every where i go it haunts me it

follows me like the shadow i thought i never had

Słychać świeżość, jest pomysł na siebie. Plus opętańcze krzyki miejscami.
Jestem bardzo ciekaw kolejnej części. Z pewnością tutaj o niej napiszę.


Tracklist:

01 numbness
02 shielding
03 bitterness
04 ~
05 ~~
06 ~~~
07 flawless
08 ~~~~
09 broken
10 emptiness

PENITENCE I

sobota, 9 lipca 2011

Whitewater Orgasm - Noisexual


Ten album, a właściwie epka, to dobra okazja, by wyjaśnić sobie w końcu parę rzeczy wokół noiseu.

Noise jest orgazmem. Noise omija powierzchowną przyjemność, by dotrzeć do czegoś o wiele głębiej. Noise kształtuje człowieka. Noise jest też pewnego rodzaju religią i sposobem życia.
(Może w przyszłości rozwinę tę kwestię.)

Przedstawiam (kolejny) fiński zespół. Zaczynam się przekonywać do tego kraju muzycznie.
Jest wszystko to, co w (nieco rozmytym) noise najlepsza i do tego opętańcze krzyki, które wydają się być znakiem rozpoznawczym tej kapeli. Ogólnie te krzyki to forma przeżywania przyjemności dla wyznawców tego typu muzyki.
Kiedyś było takie hasło: industrial music for industrial people (lub jakoś tak), dziś chciałoby się powiedzieć noise music for...

Noisexual - naprawdę dobre określenie. Aż jestem zły, że to nie ja na nie wpadłem...

Z pewnością w przyszłości wrócę jeszcze do tego zespołu i jego filozofii tworzenia muzyki.


Tracklist:

01 sumerian dark green ejaculations
02 ink flowing out from the wounds in my eyelids
03 everyone around me are the surroundings
04 the feeling is mutual

NOISESEXUAL

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Yellow Belly - Grzech Antoniego Grudy


Polska rzecz, którą jakiś czas temu podpatrzyłem na Hum an Hiss.
Numer katalogowy - HHHH018.

Ogólnie polecam wszystko, co jest na tej stronce.
Ale wyłącznie wytrwałym i niezmordowanym słuchaczom,
bo głównie spotkają się tutaj z noisem dookreślonym przedrostkiem harsch.
Harsch Noise.

I chociaż mamy tu do czynienia z pewną skrajną odmianą muzyki, to muszę przyznać, że w tym wydaniu wychodzi ona niemal... niemal...efemerycznie. Dobry wyraz?
Wyobraźcie sobie polankę. Albo jakiś park. Leżycie na trawie. Ptaszki śpiewają. Jest przyjemnie. Ciepło. Robaczek wam chodzi po bucie. I nagle powoli w tę rzeczywistość wkradają się dziwne dźwięki... I co najdziwniejsze - one pasują. Uzupełniają nasz obraz. Sprawiają, że wszystko staje się konkretniejsze, prawdziwsze. Wyraźniejsze? Pewnie też...

Po pewnym czasie w nasz rajski krajobraz zaczyna wchodzić niepokojący element...

Co to takiego?
To już zależy od was.

Polecam więc gorąco wszystkim i również tym, którzy nie są zbyt blisko takich dźwięków. Jest tego niewiele ponad kwadrans. Zaufajcie mi. Warto.


Tracklist:

01 Grzech Antoniego Grudy (Sin Of Anthony Gruda)

GRZECH ANTONIEGO GRUDY

piątek, 27 maja 2011

Pregnant Spore - Gateway


Początek mojej skromnej ofensywy muzycznej...

Zacznijmy od paru źródeł, które mi też w przyszłości się przydadzą: facebook, soundcloud, lastfm, discogs, myspace i jakoś blog ze sporą dawką muzyki. Tyle winno starczyć.
Wcześniej nie znałem zespołu - przyznaję się bez bicia, właśnie w tym momencie odrabiam pracę domową. Z początku miałem pewne opory... Nie ma to jak sugerować się 'gwiazdkami' gdzieś tam w sieci, nawet mi to się zdarza w chwilach słabości - z drugiej strony 1/5 jest niemal wyzwaniem i spróbowałem...
I z pewnością nie żałuję.

Uściślając - jest to projekt jednoosobowy, którego pomysłowdawcą, twórcą, wyrobnikiem, itd. jest Justin Marc Lloyd z Baltimore. Gatunek (o ile ten wyraz coś jeszcze oznacza)? Nic prostszego - elitist-coined genre: avant-garde sound-art. normal dude-coined genre: noise.

Mamy tu do czynienia z - powiedzmy - trzydziestominutową suitą, która nieśpiesznie przeobraża się, nie boi się pewnych infantylnych tropów, lecz prowadzona jest z wyczuciem słusznej logiki. Zresztą to, co mówię, obrazuje okładka tego dzieła - cukierki, jakiś sens geometryczny i przypadek. Chyba.

W mojej ocenie te eksperymentalno-noiseowe zabawy działają. Czuć pasję, oddanie, miłość do muzyki, nutkę alchemika... Dźwięki trafiają tam, gdzie trafiać mają.
I odkopać można coś, co sprawia, że zapamiętuje się Pregnant Spore... A jest to tak płodny twór, że jeszcze będę z pewnością o nim pisał.


Tracklist:

01 gateway

GATEWAY

wtorek, 24 maja 2011

Grammal Seizure - God Sent Us (Genocide Organ cover)

Coś dziwnego dzieje się w ostatnim czasie z moim ukochanym Grammal Seizure... Jakiś kryzys uderza ze Zachodu w muzykę noise. Wpierw oberwał TBM, na chwilę zmartwychwstał, a potem znikł już zupełnie. Aktualnie chwieje się mocno Erik Stanger, który chyba traci wiarę w wytwarzanie jakiejkolwiek muzyki...
Nie mam pojęcia, co zrobić. Co mówić.

Mogę apelować - zamawiajcie albumy (chyba już nie można...)! Piszcie komentarze na jego blogu! Wysyłajcie pieniądze!

Ale czy coś to da?

A na razie poczęstujcie się tym smakowitym coverem.


piątek, 15 kwietnia 2011

Grammal Seizure - We've got the power (song)

Pojedyncza piosenka z obozu pana Erika Stangera.

Na dodatek cover Whitehouse.
(Czyli zespołu bardzo ważnego.)
Tu oryginał.

(...)

Umieszczam byście pamiętali o tym projekcie, gdyż niebawem będzie trochę więcej o nim. GS dość prężnie teraz działa wydawniczo, gorzej z darmowymi materiałami, ale to się może zmienić. W sumie każdy chciałby trochę zarobić na muzyce...
Nie ma w tym nic złego.


sobota, 9 kwietnia 2011

Salakapakka Sound System - La Musique Concrete (part 1)


Będzie poważnie...
Okładka mówi sporo. Faktycznie dobrze oddaje uduchowienie i pewne misterium znajdujące się w tej muzyce. A wciąż jest to noise, industrial, różnego rodzaju hałas, coś tam... To zaskakujące, że nawet tego typu dźwięki mogą nieść przekaz skierowany nie w ciało, nie w intelekt, ale właśnie w ducha.
Ale jaki to duch? Można się domyśleć po dwóch ostatnich tytułach...

Słuchając materiału, czuję realny niepokój. Trafia on we mnie pewną atmosferą, powiedzmy, kościelną. Ale jest ona wyjątkowo ponura, miejscami wręcz bolesna. Módlmy się, ale nie wierzmy specjalnie, że nasze prośby i błagania zostaną wysłuchane. Zrobiliśmy wystarczająco dużo złego, by Ten Na Górze (tzn. Bóg) nie czuł się zobowiązany nas w ogóle wysłuchać. On już ma swój misterny plan, o którym niedługo się przekonamy. Na sobie samych.

Cytując twórcę, Marko-V:

...enjoy "La Musique 1"; shitload of strange sounds mixed with ambient noise, church acoustics, construction site noises, religious chants etc.

Niby apokalipska, ale jeszcze nie. Czy jest dla nas nadzieja?


Tracklist:

01 god's gift
02 tebe poyem
03 the end of christianity as we know it
04 hebki el kuje
05 desend into hell 1
06 desend into hell 2

LA MUSIQUE CONCRETE (PART 1)

sobota, 2 kwietnia 2011

Limited Liability Sounds - Transgression


Co tu dużo mówić... LLS to mój ulubiony noiseowy polski towar eksportowy.

Album ukazał się również w wersji fizycznej dzięki niemieckiemu Shit Noise Records.

Bardzo ciepło wspominam poprzedni materiał - Minus Clangor (2010). Ciągle chętnie do niego wracam i podziwiam jego inwencję. Dlatego też bardzo się ucieszyłem, kiedy w końcu w moje ręce wpadł nowy album tego łódzkiego projektu, a zaintrygowany czułem się obietnicą, że muzyka (?) poszła teraz w innym kierunku...

Na opisywanie dźwięków zawartych na Trangression przychodzi mi dziwne określenie - syntetyczna wiertarka. Tak jak sąsiad-skurwysyn budzi nas czasami w połowie nocy (wg niektórych to poranek), LLS straszy i przeraża od pierwszych dźwięków, które bezlitośnie wbijają się w czaszkę i czynią tam niemałe spustoszenie.

Nie mówię, oczywiście, że cały materiał to nieludzkie wiercenie. Nie, nie, spokojnie. Repertuar hałasu jest tu dość pokaźny, trafiają się również chwile 'wytchnienia', które jednak również słuchacza odpowiednio podrażniają.

Zaś ostatni utwór jest...swoistym manifestem. Należy na niego spojrzeć szerzej.


Tracklist:

01 adaptive disturbance
02 sharpen perception
03 selective dreams
04 counterpoints
05 wet dream
06 attention disorder
07 inventio
08 transgression

TRANSGRESSION

piątek, 25 lutego 2011

Grammal Seizure - Pathology (song)


Witajcie umiłowani,

czekamy na wielkie wydarzenie, którym będzie nowy materiał Grammal Seizure. Czekamy, czekamy, może to nastąpić lada dzień. W tzw. międzyczasie pojawił się singiel z nowego albumu (tego, który akurat będzie płatny) i proponuję chwilę się nim nacieszyć.

Brzmi naprawdę solidnie.

Pozdrawiam was.

wtorek, 8 lutego 2011

Grammal Seizure - Burning Book of Hymns


Dobre wieści dla ludzi lubiących okaleczać się dźwiękami - Erik Stanger powraca. I to w formule Grammal Seizure, czyli będzie brutalniej, bardziej bezkompromisowo i szybciej niż ostatnio, tj. w ramach The Hospital.
(Tak szczerze powiedziawszy - nie wiem, który z tych projektów jest mi bliższy. Kocham oba. Uzupełniają się. Trochę jak Führer und Reichskanzler i sekretarz generalny KPZR oraz premier ZSRR.)

Czekając, przypomnijmy sobie wcześniejsze dokonania...

Wydaje mi się, że album, który teraz prezentuję nieco odstaje od reszty dokonań GS. Jest jakby trochę rozmyty, odrobinę płynny, "nadnaturalny", może nawet uduchowiony, cofnięty w swojej brutalności na rzecz jakiegoś duchowego oddziaływania...w końcu porusza (a właściwie luźno nawiązuje) bardzo poważne tematy.
Te pięć hymnów to narzędzia męki (kto wie, ten wie). Potem już tylko agonia i druga osoba konieczna do skonstruowania piety.

Nie potrafię w tym przypadku wznieść się jakoś specjalnie na wyżyny obiektywizmu. Pan Stanger miał duży wpływ duży wpływ na powstanie tego miejsca. Ci, którzy mnie śledzą od początku pamiętają, że pierwszym albumem było właśnie Mission Terminated i jak szczególne uczucia wiążę z Death Camps.
Najwyraźniej pojawiła się nowa misja. Bardzo dobrze. Powrót ze szpitala może być wyjątkowo traumatyczny...


Tracklist:

01 Hymn I
02 Hymn II
03 Hymn III
04 Hymn IV
05 Hymn V

BURNING BOOK OF HYMNS

piątek, 4 lutego 2011

Salakapakka Sound System - Eyewitness Protection Program


Coś w tym roku ociągam się z wrzucaniem muzyki... Ale chyba najwyższa pora zapoznać się pierwszym materiałem z aktualnego A.D.

Salakapakka Sound System bardzo cenię, kocham, uwielbiam i mam wobec lidera tej formacji, Mark0-V, ogromny dług wdzięczności. Tej ostatniej kwestii nie będę na razie rozwijał. Pozostaje mi powiedzieć tylko - Paljon kiitoksia!

SSS ma to coś. A tegoroczny album EPP brzmi niemal jak klasyk (inteligentnego) noiseu. Na dodatek dostajemy w prezencie nieco fińskiego chłodu i odrobinę ogólnej muzycznej refleksji. Bez przesady mogę powiedzieć, że jest to jeden z ciekawszych i dojrzalszych albumów w tej stylistyce, z którym miałem przyjemność obcować.

Są tu również pewne niespodzianki... Fani metalu winni takową znaleźć w piątym utworze... Kto ją odgadnie może liczyć na niespodziankę z mojej strony. Nie mam pojęcia, czym ona będzie, ale będzie. Kto pierwszy ten lepszy. Na mejle lub w komentarzach, wszystko jedno.
Amen.


Tracklist:

01 last rays of the dying sun
02 ##o++
03 noble art of white slavery 1
04 heat wave
05 noble art of white slavery 2
06 moth man
07 world... is a pink fairytale + guitar piece #5

EYEWITNESS PROTECTION PROGRAM

środa, 29 grudnia 2010

Coup De Grace - No Hope


Tak by odreagować święta... Przyjemna porcja chorych dźwięków.

Jak za starych czasów bezpośrednio daję coś, co niedawno ukazało się u TBM z jego komentarzem:


DON'T TAKE IT OUT ON YOUR KID

The world is to happy of a place. Given the season, we need to take time and meditate on the misery and suffering. For you, a gift from me.

No Hope.

Domyślam się, że ten projekt nie jest zbyt dobrze znany. Nawet weterani gwałtów usznych mogą nie bardzo kojarzyć. Pomocne więc okażą się te linki: tu (strona o...), tu (dyskografia...) i... Albo starczy.
Dalej szukajcie sami.

Spróbujcie. Serdecznie polecam.
Jeśli ktoś przetrzyma - niech da znać i opisze swoje wrażenia. Chętniej też podzielę się wtedy swoimi skromnymi i upośledzonymi przemyśleniami.
Odmaszerować.


Tracklist:

01 no hope
02 sick of living / unwilling to die
03 attainment
04 the deathening
05 baseless visions
06 your children
07 sexualis
08 birth
09 child sect
10 holding death
11 reality photograph (pt 1 & 2)
12 no hope (live at in vitro II)

NO HOPE

niedziela, 17 października 2010

Various Artists - Noise Varietes


Tak, tak... Kolejny składak dla maniaków noiseu.

Jest to może nawet dość ciekawy przekrój, który sięga takich okolic jak Rosja, USA, Portugalia, Japonia, Australia, Meksyk, Brazylia.

Żeby się nie rozpisywać wkleję ze strony macierzystej:

Nine songs. Eight noise producers. From seven different countries. Dehveraux’s high-fi industrial noise beats; Smorgasboard’s bedroom guitarnoise; the amazing circuits from the portuguese act Rancho Âmazio Motorizadas Novas; Aikichi Kuboyama’s wavy walls; FTRG’s (aka Fuck, The Retarded Girl) loud electronics; the mexican noise drone oscillations from Sir Edgar Carpenter; Noisy’s chaotic electronic noise and God Pussy’s proto-noise reinventions.

Noise Varieties stands for the Noise Music Globalization. All over the world, different styles of noise music are being developed by different producers; nowadays, and thanks to the internet, Noise’s no longer a genre confined to some underground music scenes: it’s a worldwide phenomenon!

TU!


Tracklist:

01 do you have AIDS yet? (Noisy)
02 əndü (Dehveraux)
03 pre-spring blues (Smorgasboard)
04 correção dos rústicos (Rancho Âmazio Motorizadas Novas)
05 untitled (Aikichi Kuboyama)
06 modularity (FTRG)
07 god, god... fuck you satan! (Sir Edgar Carpenter)
08 grudge VIP (Noisy)
09 dissonnancia futurista (God Pussy)

NOISE VARIETES