I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2011

Apropos - of Bewilderment & Things Left Unsaid


Pozostańmy przy jednym odsyłaczu.

Mógłbym się gapić na tę okładkę godzinami. Co dziwnym jest w moim przypadku, kiedy wszelkie rzeczy cywilizacyjne (w relatywnie nowym, od modernistycznego okresu) mnie nudzą i męczą wręcz. A tu... dziwna odmiana. To tak, jakby ktoś na chwilę kazał mi się zatrzymać, rozejrzeć się i uświadomić sobie, że natura też może się tu objawić. Zapomnij na chwilę o brudzie, przyjrzyj się temu w pewnym idealnym (duchowym) stanie i zrozum, że natura też się tu objawia. Gdzieś jeśli się przyjrzysz zobaczysz błękit nieba.

Natura się dopasowuje. Muzyka też. Okołoambientowe granie proponowane przez jednoosobowy projekt Apropos staje się częścią rzeczywistości słuchacza. Częścią nieinwazyjną, wzbogacającą tę rzeczywistość...

Piękno-spokój-natura istnieje nawet wtedy, jeśli jesteśmy ograniczeni ścianami, kratami, czymkolwiek. Trzeba tylko na chwilę się zatrzymać i dać szansę siłom przyrody.


Tracklist:

01 of bewilderment & things left unsaid

OF BEWILDERMENT & THINGS LEFT UNSAID

sobota, 19 listopada 2011

Antireality - Kad Ir Miers


Mówiąc o Antireality trzeba pamiętać o ich stronie i może moim pierwszym kontakcie z tym projektem.

Na pewno napiszę jeszcze o Antireality. - obiecałem swego czasu. I oto piszę.

Co oznacza tytuł tego albumu możecie się przekonać, jeśli go ściągniecie. Ale przyznać już muszę, że jest ładny i ciekawie zestawia się to bezkompromisowym, wiercącym na wysokich obrotach noisem. Na wysokich obrotach i na dodatek - na całkiem wysokich rejestrach. Jest to z pewnością kolejna rzecz, o której mogę powiedzieć, że powstała z myślą wyłącznie o wyrobionym słuchaczu. Reszta raczej nie będzie wiedziała, jak to ugryźć i szybko rozboli ich głowa.

Osobiście słyszę w tych dźwiękach tęsknotę za czymś pięknym, czymś, co kiedyś było codziennością (realnością?), ale zostało brutalnie odebrane. Muzyka ta jest więc obrazem współczesności, tej złej i wrogiej (antyteza przeszłości), ale jeszcze jak echo odbija się w tym coś dobrego. Podobno nawet w najgorszych sytuacjach można odnaleźć coś, co przywracałoby zachwianą wiarę. Dobrze byłoby przynajmniej w coś takiego uwierzyć...


Tracklist:

01 kad
02 ir
03 miers

KAD IR MIERS

sobota, 22 października 2011

X - Creation


Bardzo niewiele wiadomo o X, ale podaję dwa linki: myspace i jakieś purevolume.

Główną cechą tego materiału jest...tajemniczość. W swojej formie jawi się jako dość eklektyczny, trochę nieśmiały - tzn. debiutancki najprawdopodobniej. A tajemniczość, która spowija całość dotyka z pewnością jakichś ezoterycznych zainteresowań. Sam X określa to w następujący sposób:

The album is heavily influenced by philosophy and spirituality.

Nie będę bliżej wchodził w opis czy analizę. Cokolwiek. Zostawiam materiał taki, jaki jest. Polecam go i liczę po cichu, że X jeszcze z czymś się objawi. Bardziej dojrzałym z większym rozmachem, ale w podobnym klimacie. Może wtedy przybliży swoje filozoficzne ciągoty? Kto wie.


Tracklist:

01 genesis
02 lumen et ater
03 aeon
04 morphosis I
05 morphosos II
06 pneuma
07 VII
08 zenit
09 the seventh day
10 nadir

CREATION

piątek, 30 września 2011

The Hospital - Autoerotic Asphyxia


Stary, dobry Erik Stanger. Pojawiał się już tu wielokrotnie i mam nadzieję, że w przyszłości nie będzie inaczej. Chociaż słuchając takiej muzyki nigdy nie wiadomo...

The Hospital, tę roczną odskocznię od Grammal Seizure, traktowałem zawsze z wielką sympatią. W porównaniu z GS główną różnicą było zwolnienie tempa, moim zdaniem bardziej dopracowany dźwięk i ogólna 'poetyckość' materiału. Przewierca człowieka aż miło, ale niekoniecznie rozrzuca wnętrzności po całej okolicy. Jest to bardzo subtelne granie i wyjątkowo złowrocie.

Aż posłużę się cytatem, bo dawno tego nie robiłem:

Potraficie sobie wyobrazić, jak to jest wiecznie płonąć? (...) Wiecznie, bez jednej chwili wytchnienia, cały czas cierpieć? Czy kiedyś próbowałyście na krótką chwilę przyłożyć zapałkę do palca? Pamiętacie tamto uczucie? To teraz wyobraźcie sobie taki ból w całym ciele, nigdy niekończący się, trwający wiecznie. Oczami wyobraźni przeniknijcie bramy piekieł i przyjrzyjcie się szalejącym płomieniom. Wyobraźcie sobie siebie pośród tych płomieni, szatanów i wzbudzających lęk cieni, wyobraźcie sobie tam wasze dusze, które trafiają do piekła, jeśli umrzecie w grzechu śmiertelnym!
L. Graves, Kobieta nieznana, przekł. B. Nawrot, Warszawa 2008, s. 124.

To nagranie trwające nieco ponad kwadrans jest wyśmienitą, reprezentatywną próbką grania The Hospital. Krążą gdzieś wokół niego duchy potępionych lub zwykłych ofiarach chorych ludzi. Wiadomo, inspiracje Erika sięgały tutaj różnych wynaturzeń objawiających się w historii ludzkości. W tym przypadku wszystko wokół cielesności. To zawsze nośny temat, a w zestawieniu z tą muzyką... Twarz ludzkości jest dziwnie zbrodnicza. Nieprzyjemna. Po prostu Zła.


Tracklist:

01 don't come in
02 suffocate
03 autoerotic 1
04 plastic bag
05 autoerotic 2

AUTOEROTIC ASPHYXIA

wtorek, 20 września 2011

Antireality - Transparent Time Trailz


Krótko - strona domowa, lastfm. Styknie.

Kolejny noiseowo-eksperymentalny pomiot, którego słucha się z przyjemnością.

Zespół ułatwił mi sprawę, więc mogę to wkleić:

antireality is transpersonal sound experience – fulfilling an intermission between ‘alpha’ and ‘omega’, ‘here and now’. improvised sound abstractions of noise are symbolizing expression of free will, which can go far beyond general conventional musical forms, excluding determinism, fatality. noise here means absolute deconstruction of musical motives, division in primary elements, break-down of common notion – thus facilitating access to unawareness, shapeless content – procreation of ‘nothingness’ manifestation in us ourselves.

Kto już trochę zna tego bloga, znajdzie z pewnością w powyższej wypowiedzi słowa, które oddają mój stosunek do muzyki lub moich własnych muzycznych poszukiwań.
Te trzy suity (każda ponad 10 minut) wykazują niesamowite zrównoważenie i wielkie bogactwo treści. Aby to zrozumieć (tzn. przedrzeć się przez z pozoru jednostajne piszczenie), trzeba jednak być na odpowiednim poziomie osłuchania noisem. Słychać, że nie są to debiutanci i że za tymi dźwiękami kryje się techniczna sprawność i pomysł.
Na swój sposób jest to wyjątkowo wyrafinowany materiał.

Na pewno napiszę jeszcze o Antireality.


Tracklist:

01 transparent
02 time
03 trailz

TRANSPARENT TIME TRAILZ

czwartek, 25 sierpnia 2011

# 05 - LLS

Dobrze się dzieje, kiedy można taką rzecz wrzucić do odtwarzacza. Bardzo mnie ucieszyła przesyłka i od paru dni relaksuję się przy tych dźwiękach. O albumie pisałem już wcześniej. Podtrzymuję moją pozytywną ocenę i tylko przypomnę jeszcze, że materiał słuchany z płytki zawsze brzmi jakoś...dostojniej.
Minus Clangor jest mrocznym dziełem, który prześlizguje się między różnymi kategoriami muzycznymi. Ciężko tak naprawdę jednoznacznie stwierdzić, z czym mamy do czynienia. Ale fakt ten dodaje tylko pikanterii. Wszystko na tej płycie dzieje się gdzieś w ramach noiseu, ambientu i tzw. muzyki eksperymentalnej, w której pochodzenie (i wykorzystanie) niektórych dźwięków może przyjemnie zaskoczyć. Różnorodność utworów i dekonstrukcja dźwięków zostały zaprezentowane w wyjątkowo zmyślnie. Widać, że jest to materiał głęboko przemyślany i na swój sposób natchniony.

Zajrzyjcie na stronę Nihil Art Rec. I dalej poszukajcie LLS.
Zamówcie koniecznie.
Nie krępujcie się. Dokonać tego możecie TU.

piątek, 19 sierpnia 2011

Kajkyt - Krst


Tradycyjnie garść linków: myspace, discogs, soundcloud, lastfm i zdaje się, że strona domowa.

Lubię swoisty mistycyzm w muzyce. Nawet jeśli pochodzi z Bo... Z okolic wybuchowych Bałkanów. Wolę nie precyzować, bo tam nie wszyscy się lubią, nie wiem już, jak przechodzą granice. Jeszcze się pomylę i obrażę Slobodana Kajkuta. A tego nie chcę.

Ten album to...cztery długie (ok. 20 minut, prócz ostatniej, ok. 10 minut) kompozycje, które powolnie wprowadzają słuchacza w pokrętny świat ich autora. Swoiste buczenie, które 'rodzi się' w pierwszej części, będzie nam towarzyszyć do końca albumu. To transowo-dronow0-ambientowe tło jest podstawą wszelkich działań twórczych. Od różnych improwizacji dźwiękowych, po bardziej zrytmizowane granie (nawet melodyjne) z dość ponurą (lekko rozmytą) partią wokalu. Mam tu na myśli drugą część - chyba moją ulubioną. Przyjemnie buja. Trzecia odsłona przybliża nas do okolic noiseu i innych wybuchów dźwiękowych, które nieco nam przysłaniają naszego przewodnika duchowego (wspomaganego sekcją rytmiczną), lecz pozostaje on wciąż wyczuwalny.
A czwarta część... Sami zobaczycie.

Oddajmy na chwilę głos samemu twórcy, który z grubsza potwierdzi, co ja już wymodziłem:

Krst is a piece of electronic music composed between 2004. and 2009. and marks beginning of using name Kajkyt. It combines dark ambient music with heavy beats, combining with sort of byzantine chant, which is one of the primary interest of his musical development. It also combines noise elements with contemporary composing techniques. Krst is also a live piece which, due to monumentality, is to be played at big venues, such as churches or big halls.

Slobodan, jeśli dobrze wypatrzyłem, ma jakieś wykształcenie muzyczne. Na razie niewiele opublikował, ale z pewnością do niego wrócę. I przyjrzę mu się bliżej. Twierdzi, że każdy jego materiał jest inny. A ja lubię, kiedy ktoś nie zamyka się w określonych schematach.
Niedługo 'obadam' tegoroczne remiksy, które powstały na bazie poniższych dźwięków.

Pozostaje polecić i życzyć miłej podróży.


Tracklist:

01 part 1
02 part 2
03 part 3
04 part 4

KRST

sobota, 9 lipca 2011

Whitewater Orgasm - Noisexual


Ten album, a właściwie epka, to dobra okazja, by wyjaśnić sobie w końcu parę rzeczy wokół noiseu.

Noise jest orgazmem. Noise omija powierzchowną przyjemność, by dotrzeć do czegoś o wiele głębiej. Noise kształtuje człowieka. Noise jest też pewnego rodzaju religią i sposobem życia.
(Może w przyszłości rozwinę tę kwestię.)

Przedstawiam (kolejny) fiński zespół. Zaczynam się przekonywać do tego kraju muzycznie.
Jest wszystko to, co w (nieco rozmytym) noise najlepsza i do tego opętańcze krzyki, które wydają się być znakiem rozpoznawczym tej kapeli. Ogólnie te krzyki to forma przeżywania przyjemności dla wyznawców tego typu muzyki.
Kiedyś było takie hasło: industrial music for industrial people (lub jakoś tak), dziś chciałoby się powiedzieć noise music for...

Noisexual - naprawdę dobre określenie. Aż jestem zły, że to nie ja na nie wpadłem...

Z pewnością w przyszłości wrócę jeszcze do tego zespołu i jego filozofii tworzenia muzyki.


Tracklist:

01 sumerian dark green ejaculations
02 ink flowing out from the wounds in my eyelids
03 everyone around me are the surroundings
04 the feeling is mutual

NOISESEXUAL

poniedziałek, 30 maja 2011

Choronzon - MK-CCCXXXIII


Ważna kwestia na początek:
P. Emerson Williams
Czy ktoś z obecnych nie zna tego pana? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, mogę powiedzieć tylko jedno - wstyd. I tyle w temacie. Jeszcze do tego wrócimy. Ale miejcie to nazwisko na uwadze i pogrzebcie nieco w sieci... Wiedzcie, że facet w pewnych mrocznych i pokrętnych kręgach uchodzi za legendę, więc... Materiał tu prezentowany jest ważny i w sumie nie wymaga większej reklamy.

Można tu mówić chyba o przyjemnych, nastrojowych, może nawet bujających, elektronicznych zabawach (przynajmniej na początku), które wpadają potem w odmęty ambientu. Do tej drugiej partii radziłbym podchodzić...z duchowym zaangażowaniem. Tak. W sobie znajdziecie klucz.
Osoby, które były prawdziwie zaangażowane np. w dźwięki produkowane przez Coil, wiedzą, o co mi chodzi i jak do tego podejść.

Przez ducha ludzkiego pojmuje się dwie władze zwane rozumem i wolą. Rozum jest naczyniem świata niebiańskiego, które w swej istocie jest Mądrością. Wola natomiast jest zbiornikiem niebiańskiego Gorąca, które w swej istocie jest Miłością (...); te dwie rzeczy - Mądrość i Miłość pochodzą od Boga jako Słońca, wpływają na niebo ogólnie i szczególnie - stąd Miłość i Mądrość obecna w aniołach.
E. Swedenborg, O stosunkach pomiędzy duszą i ciałem, tłum. A.S. Sawicki, Kraków 2005, s. 49-50.

Spróbujcie.


Tracklist:

01 mind control (peeling the layers)
02 mind control (core)
03 mind control (rebuilding)
04 mk-tantra

MK-CCCXXXIII

piątek, 27 maja 2011

Pregnant Spore - Gateway


Początek mojej skromnej ofensywy muzycznej...

Zacznijmy od paru źródeł, które mi też w przyszłości się przydadzą: facebook, soundcloud, lastfm, discogs, myspace i jakoś blog ze sporą dawką muzyki. Tyle winno starczyć.
Wcześniej nie znałem zespołu - przyznaję się bez bicia, właśnie w tym momencie odrabiam pracę domową. Z początku miałem pewne opory... Nie ma to jak sugerować się 'gwiazdkami' gdzieś tam w sieci, nawet mi to się zdarza w chwilach słabości - z drugiej strony 1/5 jest niemal wyzwaniem i spróbowałem...
I z pewnością nie żałuję.

Uściślając - jest to projekt jednoosobowy, którego pomysłowdawcą, twórcą, wyrobnikiem, itd. jest Justin Marc Lloyd z Baltimore. Gatunek (o ile ten wyraz coś jeszcze oznacza)? Nic prostszego - elitist-coined genre: avant-garde sound-art. normal dude-coined genre: noise.

Mamy tu do czynienia z - powiedzmy - trzydziestominutową suitą, która nieśpiesznie przeobraża się, nie boi się pewnych infantylnych tropów, lecz prowadzona jest z wyczuciem słusznej logiki. Zresztą to, co mówię, obrazuje okładka tego dzieła - cukierki, jakiś sens geometryczny i przypadek. Chyba.

W mojej ocenie te eksperymentalno-noiseowe zabawy działają. Czuć pasję, oddanie, miłość do muzyki, nutkę alchemika... Dźwięki trafiają tam, gdzie trafiać mają.
I odkopać można coś, co sprawia, że zapamiętuje się Pregnant Spore... A jest to tak płodny twór, że jeszcze będę z pewnością o nim pisał.


Tracklist:

01 gateway

GATEWAY

niedziela, 1 maja 2011

Ektoise - Remix/Reform


Cieszę się, że mogę znowu zaprezentować coś Ektoise na blogu. Zespół ten cieszył się niemałą popularność, w przypadku poprzedniego albumu - TU. I mam nadzieję, że tym razem nie będzie inaczej.
Zacznę najpierw od paru adresów (może najwyższa pora zrobić z tego normę?): strona główna, myspace, lastfm, bandcamp, soundcloud... Tyle starczy. Aż nadto.

W przypadku debiutu napisałem niewiele, tutaj właściwie mógłbym jeszcze mniej, bo w końcu remiksy, ale... Z jedną rzeczną na pewno się nie pomyliłem. Ektoise jest zespołem, o którym warto zawsze pamiętać. Wtedy nazwałem to muzyką syntetyczną z masą naleciałości, tu remiksy wydają się spójniejsze, co akurat nic nie wnosi do naszego dyskursu, ale podtrzymuję ten 'syntetyczny' nastrój, choć nieco bardziej rozmyty.

I o dziwo, właśnie słuchając tego materiału, zdałem sobie sprawę dlaczego mamy tu do czynienia z kapelą w jakiś sposób wyjątkową. Otóż Ektoise jest z pewnością zespołem alternatywnym (przy całej chwale i szerokości tego określenia), ale też ma 'to coś', dzięki czemu jest straszny dla nieco mniej wtajemniczonych (wyrobionych, skrzywdzonych) słuchaczy.

Także... Życzę miłej uczty i czekamy na LP.


Tracklist:

01 miasma (Greg Reason)
02 lmenitemix (Bola)
03 transformation of guilt (Nic McConaghy)
04 active denial (Tetra)
05 systematic (Re:Enactment)
06 new flesh (Tigermoth)
07 rivers (Palindromic Resonance)
08 the thought police (The Black Dog)
09 miasma (Subsea)
10 euclidean curve (Institute of Reason)
11 armour down (Ambersound)
12 vovchanchyn (Greg Reason)

REMIX/REFORM

środa, 23 marca 2011

Noir Magnetik - The Great Calamity


Bardzo mroczny materiał... (Jak przystało na okolice ambientu.)
Bardzo. (Jak przystało na okolice industrialu.)
Jest w nim coś okrutnie niepokojącego albo dałem się podpuścić okładce. Już sam nie wiem.

Gdzieś miałem link odnośnie okazji wydania tego albumu, a dokładnie epki. Oczywiście długo czekałem z publikacją i...zaginął... Trudno. Przepraszam. Chodziło o jakieś ludobójstwo. Wystawę, która miała upamiętnić tragiczne wydarzenia którejś nacji. Tyle pamiętam. Może to nawet lepiej, że mi to umknęło? Dzięki temu możemy pełniej obcować z czymś uniwersalnym. Bez koncentrowania się na konkretnych wydarzeniach historycznych. (Pomijając kwestię wokali.)
Temat więc poważny i wszystko łączy się w zgrabną całość.

Zajrzyjcie na myspace kapeli. Koniecznie.

Nic więcej nie napiszę, by nie narzucać żadnej interpretacji i by pozostawić odrobinę tego niepokoju... Mroku. Czy czegoś tam.
Jest w tym materiale jakiś namacalny ból. Ale ujęty inaczej nieco niż jesteśmy przyzwyczajeni. Zawile. Potajemnie... Niebezpośrednio.


Tracklist:

01 red sunday
02 divide and slaughter
03 march to deir ez-zor
04 1001 horrors
05 escape and survival
06 flowers from bloody fields

THE GREAT CALAMITY

poniedziałek, 14 lutego 2011

Lovac - Apes Of A Cold God


Nie potrafię wyjaśnić uczuć, które od paru tygodni trzymają mnie przy tym albumie. Odstaje on od wszystkiego, co tu proponuję przeważnie, ale jednocześnie jest tak...przekonywujący, że nie potrafię się powstrzymać i umieszczam. Go.
Ot.
Co.

Zaczyna się mrocznie, ale...co z tego? Album ten jest miejscami piękny, uroczy, wzruszający, poruszający, delikatny, tajemniczy, wesoły (?), spokojny, itd. A poza tym bardzo melodyjny, pomysłowy, popowy, folkowy, rockowy, a w nim: dużo akustycznych brzmień, świadomość czym był industrial, ciekawe aranżacje, wyraźne są też flirty z różnymi mniej lub bardziej znanymi twórcami, które jednak sprawnie łączą się w zgrabną całość. Ładne wokale, klarowne brzmienie...

Sporo tych kompozycji, a w tym 'zwykłe piosenki', instrumentalne pejzaże, przerywniki. Ta dość złożona konstrukcja sprawdza się bardzo dobrze.

To jest pieprzony dowód, że bez strasznego kombinowania, gimnastyki i szokowania na siłę, nadal da się nagrać ładne piosenki, które chce się słuchać. Że klasyczne instrumentarium się wcale nie skończyło. Że wystarczy pomysł, szczerość i pasja.

Oby więcej takich rzeczy.
Więcej - tu.
Gracias.


Tracklist:

01 crkveno zvono I
02 murder
03 march of pride
04 fiend
05 filth of a paradise
06 welcome
07 apes of a cold god
08 human-race
09 crkveno zvono II
10 spider-general
11 pull the trigger
12 i spell b
13 promet
14 city & solitude
15 visitors from china
16 war (cause & effect)
17 cruel ruler
18 just like your father
19 crkveno zvono III

APES OF A COLD GOD

sobota, 29 stycznia 2011

Misio - The Cathedral


Jestem złym człowiekiem. Materiał dostałem pod koniec listopada, a dopiero teraz go umieszczam. Źle, źle, wszystko źle. A takie rzeczy (niespodzianki) miałem w założeniu mieszczać od razu.
I to jeszcze z... Kanady chyba. Nie? CMIIR.

Misio... Ładnie brzmi, nie? I całość jest taka ładna i przyjemna.
Jest to bardzo sympatyczny czteropak. Taki pozytywny, optymistyczny, może nawet radosny. Trochę miejscami nieśmiały i stonowany, ale potrafi zauroczyć. Wystarczy dać mu szansę. Ja dałem - trochę za późno...
Przepraszam. Sorry to have kept you waiting.

Żeby trochę przejaśnić tę elektroniczną mgławicę, zapodam cytat z samego Twórcy:

I have a sudden urge to make music to look at pictures of Mia Farrow by!

Podążajcie za tą myślą.


Tracklist:

01 the cathedral
02 the cave
03 satan plays the apocalypse
04 floating above olympus mons with a bomb

THE CATHEDRAL

czwartek, 20 stycznia 2011

Odaxelagnia & BVB - Hentai Hardcore


Jednym z moich podstawowych zadań na tym blogu jest głęboka penetracja internetu w poszukiwaniu ciekawych, wypaczonych dźwięków. Ostatnia podróż zaprowadziła mnie daleko-daleko na wschód. Do kraju kwitnącej wiśni. I trochę przymarłem.
Wiedziałem, że Japończycy do normalnych (przykładając naszą miarę) nie należą, wręcz chciałoby się powiedzieć, że są nieco pierdolnięci, ale...

Dotarłem na tę stronę: BVB.
Nie radzę klikać, rozwińmy jednak skrót - Bloody Vomit Bukkake. Mówi to sporo.
Zdecydowałem się na ten split Odaxelagnia, BVB (jest jeszcze bonus od niejakiego Minwu), gdyż...jedynie ta okładka wydała mi się znośna. Te pozostałe (klasycznie) mangowate czy hentaiowate są ponad moje skromne siły człowieka z Europy.

Przyznam, że z grubsza spodziewałem się czegoś takiego i całość słucham ze sporą przyjemnością. Dużo hałasu, jednocześnie sporo melodii i przede wszystkim poważna dawka jęków. Jacyś tam fetysze pewnie se coś wypatrzą. Swoją drogą - te tytuły utworów są takie wymowne...
Ja osobiście po tym doświadczeniu nie wykluczam poszukania jeszcze czegoś japońskich okolicach noiseu i elektro-coś-tam.

Niech ten egzotyczny hardcore wam służy.
I bawcie się grzecznie przy nim.
No, no.


Tracklist:
odaxelangia
01 hentaintro
02 hospital rape
03 femdom lesbian play
04 virginity deprivation in the sanctuary
05 genpet (hentai mix)
06 it's over
bvb
07 space loli fuck
08 black sexual night
09 cloud wanted to have sex with an ancient
10 sacrifice 6 years old maids at 666 bpm
11 hentai nightmare
12 i love your moans (outro)
winwu
13 pleasure feels wrong

HENTAI HARDCORE

czwartek, 13 stycznia 2011

Pineal Eye - II


Groziłem: Słuchajcie na razie na myspace. Bo jak nie...skasuję bloga. Z czasem wrzucę normalnego linka.
I zdaje się, że przyszedł właściwy moment.
Ściągajcie, jest to pozycja obowiązkowa z A.D. 2010.

Nie będę na nowo wychwalał tego albumu, zrobiłem to tu. I w jeszcze jednym miejscu, ale mniejsza o to.

It is a true monolith, one of these works over which hangs always a question mark, one of those records, which with every listening you become more and more fascinated. It is...
- powiedział mędrzec, czyli ja.
W tłumaczeniu Artysty.

Jest to wersja nieco inna (tylko pod koniec) od tej, która dostępna była na myspace (całość jako jeden utwór).


Tracklist:

01 obelisks
02 24 september
03 ...
04 eustachius
05 a shadow in the cave
06 set adrift
07 towers of silence

II

sobota, 25 grudnia 2010

Gorillaz - The Fall


Święta świętami.
Ale miło się robi na duszy, gdy wszystko jest tak chujowo, jeśli można otrzymać taką przyjemną niespodziankę od samego Albarna.
Mniej przebojowo, bardziej alternatywnie lub bardziej szkicowo. Swoisty zapis z podróży po Stanach.



Głównie dla fanów, ale rzućcie uchem. Warto.


.TU.

Pogrzebcie sami w necie za mp3...

niedziela, 12 grudnia 2010

TBM 59


Klasycznie - bardzo ładny zestawik przygotowany przez Jego Świętobliwość TBM.

A w nim m.in.: NON, Gothick, Ordo Rosarius Equilibrio i Cult Of Twins...
(To ostatnie mieliście okazję już poznać na blogu.)

Polecam.

!TU!

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kordian Trudny - 58-300


Zapraszam was do zapoznania się z relatywnie nietypowym materiałem i jednocześnie skonstruowanym ze sporym poczuciem humoru, co na tym blogu jest jednak rzadkością. Ale to moja wina, bo ja jestem upośledzony, a nie zabawny.

Może parę informacji o zespole na początek:

Zespół Kordian Trudny powstał bardzo dawno temu, może nawet jeszcze przed denominacją złotówki. Do dziś nie zdobyliśmy popularności, bo nigdy nie wyjeżdżaliśmy poza Wałbrzych (nasz perkusista raz był we Wrocławiu, gdzie kupił sobie fajne buty, ale on trochę się od nas różni, bo jest z pochodzenia Niemcem). W kwietniu 2009 nasz basista założył sobie internet, co zaowocowało możliwością zaprezentowania Państwu naszych dokonań.

Więcej informacji tu lub tam. I jeszcze tutaj.

Mamy tu do czynienia z muzycznym kolażem z prawdziwego zdarzenia. Trochę rockowego grania, trudnych do określenia rzeczy lub utworów powszechnie rozpoznawanych przez wszystkich, czyli tzw. zapożyczeń bez zgody autora, o czym zespół informuje dość przewrotnie. Wszystko to jest ze sobą splecione w sposób misterny i szalony. Widzę w tym swoistą audycję radiową dla osób chorych psychicznie.

Pozostaje więc mi tylko polecić. Materiał trwa kwadrans (ep), powinniście kliknąć poniżej:


poniedziałek, 22 listopada 2010

Insomnia - Places


Powiedzmy sobie szczerze - polska muzyka poza tandetą, metalem i innymi niezbyt ciekawymi rzeczami stoi marnie. Świat też niekoniecznie ma o nas dobre zdanie, co często można zaobserwować śledząc trasy koncertowe różnych gwiazd. Powodów jest wiele, ale nie warto się nad nimi rozwodzić. Z kolei jeśli już trafiają się na miejscu wybitniejsze jednostki, to często się im rzuca kłody pod nogi i uprzykrza życie.

Tym bardziej cenię pewien łódzki duet (Adam Mańkowski i Łukasz Modrzejewski - na marginesie znajdziecie linki do nich), który wbrew licznym przeciwnościom losu próbuje coś zdziałać na tej ziemi jałowej. Już się pojawiali na tym blogu w innych wcieleniach, teraz jednak należy poświęcić chwilę nowemu dziełu pod szyldem Insomnia. I jeszcze od razu tutaj, na wstępie, zachęcam was do kliknięcia w link na dole i kupienia albumu. Ściągnijcie go sobie, ale też zamówcie, kupcie. Warto te parę groszy poświęcić na rzecz tego naprawdę przyzwoitego materiału. A że ładna okładka i w ogóle, to płyta całkiem nieźle prezentuje się w domu.

Places jest bardzo przyjemną dla ucha podróżą opartą na ciepłych tonach, delikatnym brzmieniu, harmonii, wyczuciu i ogólnie pozytywnej aurze (choć czasami nieco tajemniczej, jednak zachowującej good vibrations). Jest to album, który można sobie włączyć, chociażby po to, by na chwilę złapać oddech, odprężyć się czy zrelaksować. Końcowy deszcz faktycznie nadaje całości pewien wymiar symboliczny - nastąpić może swoiste oczyszczenie.

Teraz, czytelniku, poświęć chwilę i zestaw sobie to, co napisałem, z tą ponurą okładką.

Z drugiej strony chciałbym podkreślić dojrzałość. Znam niektóre wcześniejsze nagrania łódzkiego duetu, z grubsza mogę sobie zrekonstruować w głowie ich rozwój i przyznaję, że tegoroczne produkcje robią wrażenie. (A to wciąż bardzo młodzi twórcy!) Niech największym komplementem pozostanie fakt, że słuchając Places nie czuję, że jest to rzecz wymyślona, nagrana i wyprodukowana w centrum tego kraju.

Polecam. Bez dwóch zdań. Amen.


Tracklist:

01 strange beginnings of a traveling
02 back to the places from our childhood
03 unspoken secrets
04 unnamed space of our imagination
05 a house that does not really exist...
06 a moment of life

PLACES