I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą critical theatre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą critical theatre. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2011

Critical Theatre - Wyrd-War


Nie ma tu wielu wyjątkowych odnośników, zostanę więc przy myspace. I warto pamiętać, że pisałem już o tym zespole, na wysokości ich Psych Burn. Teraz pragnę przedstawić nieco wcześniejszy materiał...

Noise. Choć może nie do końca ortodoksyjny. Gdzieś z domieszką ambientu, droneu, czy nawet z pewnymi industrialnymi naleciałościami. Ale muzyka ta wyrasta z pewnością z idei czystego hałasu.
Jest mrocznie, schizofrenicznie i właściwie w niezbyt wygórowanym tempie. Czyli to, co lubię najbardziej. Utwory oparte (niekiedy) na chorym rytmie, wypuszczają z siebie dziwne dźwięki, które całkiem subtelnie wwiercają się w głowę słuchacza.
I albo mi odbija albo w tych dźwiękach zdarza mi się słyszeć jęki potępionych ludzi.

Nie mówię tego zbyt często, ale jest w tej muzyce coś demonicznego. Niepokojącego. Zespół nie potrzebuje ściany dźwięku i strasznych krzyków, by wzbudzić to dziwne uczucie u słuchacza. Osiąga to zupełnie innymi środkami.
I oczywiście wiedźmowy trans... Słucham i faktycznie widzę wiedźmy, stare, paskudne, koślawo tańczące nago wokół ogniska. Oczywiście, wszystkie odurzone wcześniejszym pocałunkiem złożonym pod ogonem samego szatana. Coś w tym stylu.

Bardzo, bardzo, bardzo dobry i klimatyczny materiał. Polecam wszystkim, którzy szukają pomysłu w muzyce, ale nie efekciarstwa. Klimatu. I swoistej namiętności wobec zła.


Tracklist:

01 rust and renewal
02 witch's trance raga part I
03 witch's trance raga part II
04 catLord
05 solsticeritual
06 lull
07 moloch, you cannot touch her

WYRD-WARD

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Critical Theatre - Psych Burn


Dawno już nie słuchałem tak szalonego, ciężkiego, brutalnego, pokrętnego, bezpretensjonalnego, drapieżnego, miażdżącego, agresywnego, wypaczonego, obrazoburczego, rozkurwiającego i pięknego noiseu. Naprawdę - dawno.

Zawsze miałem sentyment do Critical Theatre... Czemu wcześniej nic nie umieściłem na blogu? Cholera wie... Jakaś (pierdolona) starcza demencja.

Tak czy inaczej to materiał tylko dla odważnych. I prawdziwych koneserów.

I zarzucę przy okazji okolicznościowym cytatem:

Jazon był już stary i przez wszystkich opuszczony. O jego czynach opowiadano dzieciom, dlatego nie znajdował nikogo, komu mógłby sam o nich opowiedzieć. Powrócił do Koryntu, gdzie spotkało go tyle straszliwości i gdzie nawet królował. Tam stał jego okręt Argo wyciągnięty na morski brzeg. Był to jego pierwszy - i ostatni, i prawdziwy - towarzysz. I nawet nie mógł się użalać, że to towarzysz milczący, gdyż belka wieńcząca jego dziób odznaczała się głosem i Jazon dobrze pamiętał brzmienie tego głosu, niepodobne do żadnego innego. Swego czasu ten głos go przerażał, teraz budził w nim nostalgię jak głos piastunki. Popatrzył na ten okręt, który kochał bardziej niż wszystkie kobiety, a już na pewno bardziej niż Medeę, tę rzekomą barbarzynkę, która na pozór znajdowała się ciągle na skraju przepaści, a w istocie nie czyniła nic innego, jak tylko przenosiła się z pałacu do pałacu, z królestwa do królestwa, siejąc wszędzie nieszczęście, a siebie zawsze ratując, razem ze swoim wozem i swymi wężami. Urok okrętu Argo mógłby mu teraz udzielić ostatniej przysługi: mógł się przecież powiesić na belce jego dziobu. Potem pogrążył się w mamrotaniu i w majaczeniach z plecami opartymi o stępkę. Jedna ze spróchniałych belek spadła z pokładu i uderzając go w głowę, zadała mu śmierć.
R. Calasso, Zaślubiny Kadmosa z Harmonią, tłum. S. Kasprzysiak, Warszawa 2010, s. 335-336.



Tracklist:

01 the purged
02 the exiled
03 the lament (3 of swords)
04 removing the blade
05 a new scar
06 autonomous kingdom

PSYCH BURN