I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.

piątek, 15 kwietnia 2011

Grammal Seizure - We've got the power (song)

Pojedyncza piosenka z obozu pana Erika Stangera.

Na dodatek cover Whitehouse.
(Czyli zespołu bardzo ważnego.)
Tu oryginał.

(...)

Umieszczam byście pamiętali o tym projekcie, gdyż niebawem będzie trochę więcej o nim. GS dość prężnie teraz działa wydawniczo, gorzej z darmowymi materiałami, ale to się może zmienić. W sumie każdy chciałby trochę zarobić na muzyce...
Nie ma w tym nic złego.


środa, 13 kwietnia 2011

johanna



























To jest porządny film.

sobota, 9 kwietnia 2011

Salakapakka Sound System - La Musique Concrete (part 1)


Będzie poważnie...
Okładka mówi sporo. Faktycznie dobrze oddaje uduchowienie i pewne misterium znajdujące się w tej muzyce. A wciąż jest to noise, industrial, różnego rodzaju hałas, coś tam... To zaskakujące, że nawet tego typu dźwięki mogą nieść przekaz skierowany nie w ciało, nie w intelekt, ale właśnie w ducha.
Ale jaki to duch? Można się domyśleć po dwóch ostatnich tytułach...

Słuchając materiału, czuję realny niepokój. Trafia on we mnie pewną atmosferą, powiedzmy, kościelną. Ale jest ona wyjątkowo ponura, miejscami wręcz bolesna. Módlmy się, ale nie wierzmy specjalnie, że nasze prośby i błagania zostaną wysłuchane. Zrobiliśmy wystarczająco dużo złego, by Ten Na Górze (tzn. Bóg) nie czuł się zobowiązany nas w ogóle wysłuchać. On już ma swój misterny plan, o którym niedługo się przekonamy. Na sobie samych.

Cytując twórcę, Marko-V:

...enjoy "La Musique 1"; shitload of strange sounds mixed with ambient noise, church acoustics, construction site noises, religious chants etc.

Niby apokalipska, ale jeszcze nie. Czy jest dla nas nadzieja?


Tracklist:

01 god's gift
02 tebe poyem
03 the end of christianity as we know it
04 hebki el kuje
05 desend into hell 1
06 desend into hell 2

LA MUSIQUE CONCRETE (PART 1)

czwartek, 7 kwietnia 2011

środa, 6 kwietnia 2011

złe-

Coś złego wisi w powietrzu, mówię wam...

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

sobota, 2 kwietnia 2011

Limited Liability Sounds - Transgression


Co tu dużo mówić... LLS to mój ulubiony noiseowy polski towar eksportowy.

Album ukazał się również w wersji fizycznej dzięki niemieckiemu Shit Noise Records.

Bardzo ciepło wspominam poprzedni materiał - Minus Clangor (2010). Ciągle chętnie do niego wracam i podziwiam jego inwencję. Dlatego też bardzo się ucieszyłem, kiedy w końcu w moje ręce wpadł nowy album tego łódzkiego projektu, a zaintrygowany czułem się obietnicą, że muzyka (?) poszła teraz w innym kierunku...

Na opisywanie dźwięków zawartych na Trangression przychodzi mi dziwne określenie - syntetyczna wiertarka. Tak jak sąsiad-skurwysyn budzi nas czasami w połowie nocy (wg niektórych to poranek), LLS straszy i przeraża od pierwszych dźwięków, które bezlitośnie wbijają się w czaszkę i czynią tam niemałe spustoszenie.

Nie mówię, oczywiście, że cały materiał to nieludzkie wiercenie. Nie, nie, spokojnie. Repertuar hałasu jest tu dość pokaźny, trafiają się również chwile 'wytchnienia', które jednak również słuchacza odpowiednio podrażniają.

Zaś ostatni utwór jest...swoistym manifestem. Należy na niego spojrzeć szerzej.


Tracklist:

01 adaptive disturbance
02 sharpen perception
03 selective dreams
04 counterpoints
05 wet dream
06 attention disorder
07 inventio
08 transgression

TRANSGRESSION

piątek, 1 kwietnia 2011

.

.


. .


. . .


. .


.