I was at a Bach concert. It consoled, purified and strengthened me.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą p. emerson williams. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą p. emerson williams. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2012

P. Emerson Williams - Salome


Historia roztańczonej Salome powinna być wszystkim dobrze znana. W sumie nie straciła nic ze swojej siły - rozciągnięta jest gdzieś między świętością a pożądaniem, duchowością a cielesnością, itd. Nie będę się jednak wdawać we własne rozważania wokół tej historii. Ustępuję miejsca kompozytorowi, który dołączył do tego nagrania obszerny tekst, w którym zawiera swoją interpretację.

Nie trzeba jednak znać biblijnej historii, by zauważyć, że album jest jakąś historią, opowieścią. Każdy kolejny utwór jest jej częściej. Właściwie coraz bardziej tragiczną. Dźwięki więc, bez wyraźnie ukazanego tańca (zawsze tej kluczowej części historii Salome - warto mieć na uwadze film Saury, który w moim mniemaniu jest jednym z ciekawszych przedstawień tej historii), chociaż jest on obecny, prowadzą nas po zawiłościach świata dawnego. I mrocznych ludzkich popędów.

P. Emerson Williams nie ucieka w oczywisty klimat orientu, ale udaje mu się uchwycić jakiegoś ducha dawności. I uniwersalności. W okołoambientową otoczkę ubiera ducha tych postaci i tworzy czasami zaskakujące kreacje. Te, które ukazują ludzką wiarę, skupienie modlitewne mają w sobie coś niepokojące czy wręcz zimnego, obcego. Sfera ciała jest znacznie bliższa, delikatniejsza i bardziej pociągająca.

Ciekawe są momenty przełomowe, rada matki, życzenie i zakończenie, które łączy dwa światy w tej dziwnej, bądź co bądź, miłosnej historii. Pożądanie poniekąd się spełniło i to w sposób, który moim zdaniem zadowala wszystkie strony. Paradoksalnie.


Tracklist:

01 salome
02 the moon
03 jealousy
04 the feast
05 the prophet in his cell
06 desire
07 her mother's advice
08 salome's wish
09 realization
10 longing
11 night
12 seven veils
13 final hours
14 the kiss

SALOME

poniedziałek, 30 maja 2011

Choronzon - MK-CCCXXXIII


Ważna kwestia na początek:
P. Emerson Williams
Czy ktoś z obecnych nie zna tego pana? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, mogę powiedzieć tylko jedno - wstyd. I tyle w temacie. Jeszcze do tego wrócimy. Ale miejcie to nazwisko na uwadze i pogrzebcie nieco w sieci... Wiedzcie, że facet w pewnych mrocznych i pokrętnych kręgach uchodzi za legendę, więc... Materiał tu prezentowany jest ważny i w sumie nie wymaga większej reklamy.

Można tu mówić chyba o przyjemnych, nastrojowych, może nawet bujających, elektronicznych zabawach (przynajmniej na początku), które wpadają potem w odmęty ambientu. Do tej drugiej partii radziłbym podchodzić...z duchowym zaangażowaniem. Tak. W sobie znajdziecie klucz.
Osoby, które były prawdziwie zaangażowane np. w dźwięki produkowane przez Coil, wiedzą, o co mi chodzi i jak do tego podejść.

Przez ducha ludzkiego pojmuje się dwie władze zwane rozumem i wolą. Rozum jest naczyniem świata niebiańskiego, które w swej istocie jest Mądrością. Wola natomiast jest zbiornikiem niebiańskiego Gorąca, które w swej istocie jest Miłością (...); te dwie rzeczy - Mądrość i Miłość pochodzą od Boga jako Słońca, wpływają na niebo ogólnie i szczególnie - stąd Miłość i Mądrość obecna w aniołach.
E. Swedenborg, O stosunkach pomiędzy duszą i ciałem, tłum. A.S. Sawicki, Kraków 2005, s. 49-50.

Spróbujcie.


Tracklist:

01 mind control (peeling the layers)
02 mind control (core)
03 mind control (rebuilding)
04 mk-tantra

MK-CCCXXXIII